![]() |
kategoria
MiastoO Karczmiskach krąży wiele legend (a może plotek?) o duchach czy zjawach. Są to opowieści o duszach tragicznie zmarłych osób - starców, młodych, dzieci, kobiet. Jedną z najciekawszych jest opowieść o domu państwa W. zbudowanym na terenie dawnego cmentarza rosyjskiego czy żydowskiego. Budynek ten został wzniesiony wiele lat temu, ale wtedy nikt już nie pamiętał, że na tej ziemi kiedyś pochowano ludzkie szczątki. Dopiero niedawno ktoś odkrył ten fakt, kartkując stare dokumenty. Gdy likwidowano cmentarz, plac ten został uporządkowany, kości wyzbierane, lecz duchy ludzi tam pochowanych nie odeszły. Do domu wzywano księdza, aby poświęcił pomieszczenia, jednak to nic nie pomogło. Jakieś dwa miesiące temu duchy znów dały o sobie znać. Ukazały się trzy razy, ale sąsiedzi słyszeli, że pod nieobecność gospodarzy strasznego domu ktoś trzaskał drzwiami. Pewnego razu córka gospodarzy Alona wracała z pracy około północy. Aby dość do mieszkania, musiała przejść przez podwórko. Zazwyczaj psy szczekały, gdy ktokolwiek zbliżał się do gospodarstwa. Tym razem spały, nie obudziło ich nawet gwizdanie dziewczyny. Gdy miała już wejść do mieszkania, obok traktora, między śpiącymi psami, ukazała się biała postać. Ruszyła w kierunku Alony. Po chwili zniknęła. Przestraszona dziewczyna szybko pobiegła do domu.
Innym razem zjawa dała znać o czwartej nad ranem. Była wtedy pełnia księżyca. Alona znowu wracała do domu z pracy. Już miała otwierać drzwi, gdy ze schodów zbiegł cień człowieka. Dziewczyna nie była w stanie otworzyć drzwi, tak trzęsła się ze strachu. Do domu wpuściła ją matka. Ostatnie spotkanie z duchami córka gospodarzy miała niedawno. Wracała do domu, jak zwykle, późno. Zamknęła za sobą furtkę i już miała kierować się w stronę mieszkania, gdy zatrzymał ją dziwny hałas. Obejrzała się: furtka sama się otwierała i zamykała... otwierała i zamykała... A obok wierzby stała świetlista postać... Wystraszona dziewczyna wbiegła do domu. Wiele razy przechodziłam koło tego domu, ale nic dziwnego nie zobaczyłam. Nic też podejrzanie nie szeleściło, nie stukało, kiedy byłam w pobliżu. Czasem jednak, gdy sowy krzyczą w konarach starego kasztana, wstrząsa mną dreszcz.
Opracowała Irmina Sadowska