Pomysł na spacer: z Danką

Skomentuj (11)

zobacz więcej (33)

Miałam sfotografować śnieg. Poza miastem. Słoneczko ku temu zachęcało, lekki mrozek też, bo właściwie… chyba go nawet nie było? I tak zrodził się spacer wśród kazimierskich wąwozów i pól.

Już dawno planowałam ten wypad. Stara Chata Siedliska Lubicz kusiła swoją wiekowością, ale także rozwidleniem wąwozów na tyłach domostwa. Kusiła także historią pewnego przydrożnego krzyża na polach u wylotu wąwozu. Spacer więc czekał na odpowiednią chwilę, a ta – jak zwykle – nadeszła niespodzianie.

Pogoda sprzyjała. Czas, jak to bywa w Kazimierzu poza sferą zawodową, przyzwoicie spowolnił i można było się oddać delektowaniu i chwili, i krajobrazów.

Spacer zaczęłyśmy z Danką przy Chacie Niezabitowskich w Siedlisku Lubicz na Dołach, które niegdyś znane były jako Doły Kobiałkowe od mieszkającej tu rodziny Kobiałków. Stara Chata służyła rodzinie prawdopodobnie od 1700 r., o czym świadczy technika jej budowy: bez użycia gwoździ. Dzisiaj należy do Siedliska Lubicz, którego właścicielem jest rodzina Niezabitowskich, herbu Lubicz właśnie.
Droga za chatą skręcała w lewo i pięła się delikatnie pod górę, odsłaniając nowo powstałe dworzyszcze przyciągające wzrok słonecznym brązem świeżego drewna. Wąwóz, na który miejscowi mówią: Wygón, zaczynał się niepozornie, by już po chwili urzec i… zaniepokoić swoją dzikością. Zwalone drzewa, przysypane śniegiem. Ślady butów, urywające się nagle w połowie drogi. Tropy zwierząt. I do tego mroczna historia z czasów okupacji.

- W tym wąwozie ukrywała się wraz z mężem młoda i śliczna Żydówka w zaawansowanej ciąży – mówi wywodzący się z tych stron Stanisław Turski, geograf, krajoznawca, autor wielu przewodników turystycznych. – Prawdopodobnie schronili się tu oni w jamach ziemnych, które były wykopane w ścianie lessowej jednej z głębokich, zarośniętych drzewami i krzewami odnóg. Mama podejrzewała, że któryś z jej braci zanosił im po kryjomu żywność i wodę, jednakże, nie chcąc narażać na niebezpieczeństwo najmłodszej siostry, nie zdradzał się z tym przed nią. Na nic zdały się starania o życie tej żydowskiej rodziny, ponieważ znalazł się człowiek, który wypatrzył kryjówkę i doniósł o tym na Gestapo. Nieszczęśników wywleczono z jamy i zabito, zaś w nagrodę człowiek ten mógł wyciągnąć z obozu na Majdanku kogoś z rodziny. Taka właśnie była perfidia Niemców: znajdź ukrywających się Żydów, a my za to zwolnimy z obozu lub z więzienia twoich bliskich. Zaiste, po dantejsku wymyślone – dodaje Turski.

Spacerując samemu można by się tu poczuć naprawdę nieswojo. Nigdy nie sądziłam, że tak może mnie ucieszyć widok… słupa elektrycznego! Cywilizacja!

W końcu dno wąwozu rozbiło się na dwie odnogi. Mimo, że prawa zwiastowała rychłe wyjście z leśnej głuszy, przekornie wybrałyśmy lewą. Nie wiadomo skąd pojawiło się leśmianowskie pragnienie „zwiedzić duchem na przełaj zieleń samą w sobie”. Na szczęście nie dane nam było zostać topielcem zieleni. Z bardzo prostego powodu: było biało. Poza tym wąwóz gwałtownie zaczął się piąć w górę ku wyjściu i już po chwili znalazłyśmy się na płaszczyźnie drogi. 

I znów dylemat: w prawo ku polom czy w lewo ku Kazimierzowi? Rozterka była krótka: czas jakby się zmaterializował, przypominając o pozostawionych obowiązkach, od których uciekłyśmy przecież tylko na chwilkę. Więc w lewo.

A tu nagle zza drzew wychynął cel naszej wędrówki: krzyż przydrożny z kapliczką skrzynkową z Matką Boską. Wotum wdzięczności za uratowanie Stanisława Przychodnia, który jako jeden z nielicznych ocalał z masakry w Bochotnicy podczas Krwawej środy w 1942 r. Droga do młyna mogła być ostatnią w jego życiu.

 - Wraz z dziadkiem aresztowano kilkudziesięciu innych rolników, którzy przyjechali do młyna w Bochotnicy zemleć zboże, a także domniemanych i rzeczywistych uczestników partyzanckiego ruchu oporu – wspomina Stanisław Turski, wnuk i imiennik Stanisława Przychodnia. – Oprawcy rozstrzeliwali zatrzymanych, ustawiwszy ich przedtem w kilkuosobowe grupy. Po każdej egzekucji biesiadowali przy wódce. Bliscy zatrzymanych, którzy wraz z nimi przybyli do młyna, obserwowali hitlerowskie barbarzyństwo z ukrycia.

Dziadek uratował się z tego pogromu. Wprost trudno w to uwierzyć. Zachowały się dwie wersje zdarzeń, które pozwoliły dziadkowi ocalić życie, właściwie przez przypadek.

Jedna z wersji mówi, że tuż przed kolejną egzekucją, przeniesiono dziadka do przedostatniej grupy skazańców, aby mógł sobie odpalić papierosa od któregoś z nieszczęśników; jego zapalniczka nie chciała dać ognia. Oprawcy byli już pijani i może dlatego zdobyli się na taki „ludzki” odruch? Zaraz jednak zastrzelili tych Polaków, wśród których stał wcześniej dziadek, a wraz z nimi, niestety, rolnika przeniesionego z ostatniej grupy do przedostatniej. Rachunek musiał się zgadzać. Ordnung muss sein!

Według drugiej wersji dziadek, kierowany silnym instynktem życia i jakąś nadprzyrodzoną wiarą w ocalenie, przeszedł niepostrzeżenie do ostatniej grupy skazańców, gdzie mógł sobie odpalić papierosa od znajomego rolnika. Następne wydarzenia potoczyły się podobnie jak w opisie pierwszej wersji, a więc: przedostatnią grupę rozstrzelano i kiedy już wydawało się, że nic nie uratuje reszty skazańców, nadjechało auto z niemieckimi oficerami, którzy przeklinając nietrzeźwych katów – bynajmniej nie za wykonaną pracę, tylko za pijaństwo – puścili wolno zatrzymanych. Wśród ocalonych był Stanisław Przychodzeń. Uratowane w ten sposób życie miało mu już zawsze ciążyć na sercu, chociaż nie było w tym jego winy.

Po powrocie do domu babcia rychło postarała się o postawienie dębowego krzyża kilkumetrowej wysokości z metalową figurką Jezusa jako wotum za uratowanie życia mężowi. Krzyż stanął na granicy pól, na wzgórzu u wylotu wąwozu i stoi tam do dzisiaj - opowiada Stanisław Turski.

Mama, której przeżycia dziadka były bardzo bliskie, często zabierała do krzyża mnie i siostry, teraz chodzimy tam ze swoimi wnukami. Jej zięć Tadeusz wykonał małą kapliczkę skrzynkową, do której Mama zakupiła figurkę Matki Boskiej. Kapliczka zawisła na podstawie krzyża – opowiada Stanisław Turski, który dzisiaj dba o ten krzyż z kapliczką.
Pozostawiłam krzyż z modlitwą wśród zaśnieżonych pól i ruszyłam w dół. Polną drogą.

Z góry widok na Kazimierz był niezwykle smakowity! Ubielone śniegiem pagórki z kępami zrudziałych traw i nie opadłych liści. Gdzieniegdzie plamy ciemnej zieleni sosen. I otwarta przestrzeń pozwalająca sprawdzić pojemność własnych płuc. Ech!

Droga wiła się przed nami. Po prawo majaczyły zarysy czerwonej ceglanej willi Cieciorki zaprojektowanej przez Karola Sicińskiego dla burmistrza Kazimierza Dolnego w latach 1934 – 35 Adama Nowińskiego, który przybył w te strony z Płocka. Tu w lipcu 1941 r. aresztowała go na polecenie Gestapo granatowa policja.

- Policjant, niejaki Piecyk, miał namawiać byłego burmistrza, żeby się ukrył, a on powie Niemcom, że nie zastał nikogo w domu. Niestety, Nowiński nie posłuchał rady i dobrowolnie zgotował sobie śmierć. Zginął w obozie zagłady w Oświęcimiu jesienią 1941 roku jako przedstawiciel polskiej inteligencji: człowiek wykształcony, humanista, nauczyciel, artysta – malarz – mówi Stanisław Turski.

Dalej poszłyśmy drogą w dół szlakiem wyznaczonym zapewne przez rower, którego właściciel jakby nie zauważył zmiany aury i nie zmienił pojazdu. To był – jak się okazało – czerwony szlak nordic walking, który tuż przy wlocie do wąwozu, wcale nie mniej pięknego od osławionego Korzeniowego Dołu, mijał posesję Przychodniów ze studnią z płaskorzeźbą orła w koronie. Wykonał ją w 1929 r. Edward Przychodzeń. Przez lata okupacji i PRL, by nie sierdzić hitlerowców i ubowców, płaskorzeźbę przysłonięto słupem podtrzymującym kołowrót… 

W końcu zagłębiłyśmy się w przyprószony bielą żółtawy less głębocznicy, którą od strony pól zwą „Na Niezabitowskich”, a z ulicy Doły – „Na Przychodnia”. Wkrótce połączyła się ona z drogą przy Siedlisku Lubicz, którędy weszłyśmy na górę. Koło się zamknęło. Za nami 3 km. Koniec spaceru.

 

Skomentuj


Dodane komentarze (5)

  • EMILKA- wycieczka Litwa
    Jak mogę się z Panem skontaktować?
  • qwerty
    Danka B? ......ech :(
  • ****
    who is moja immienniczka?
  • kaczka dziwaczka
    Ten wąwöz -zwyczajowo zwany "na Nieabitowskiego"- rychło będzie wyłożony betonowymi płytami...
  • jak nie budować
    Nowy dom na Dołach - istne paskudztwo
    • Ulka - Kazimierz
      To tylko kwestia gustu. I przyzwyczajenia :-)
    • Lolo
      A tam, ładny dom.
    • Piękna sprawa
      Zawiść i niemożność - pełen kompleksów człowieczku.

      Każdy kto tędy przechodzi, podziwia . TAK BUDOWAĆ !!!
      Pojawi się trochę zieleni... to będzie dom ze snów.
    • Olala
      Dom piękny, tylko jakoś w tym miejscu i w tym otoczeniu zupełnie nie pasuje.
    • Alalo
      W istocie, zmarnowano takie piękne miejsce. Zmieściłyby się przecież, zamiast tej drewnianej budki, ze trzy konkretne apartamentowce!
      Nie wspomnę, jakże wspaniałe miejsce na Biedronkę.
      Byle Bochotnica ma...
    • Olala
      Nie Biedronka i nie apartamentowce, ale lubiłam tę łąkę Państwa Niezabitowskich, a za nią przestrzeń kryjącą wąwoz...

Zobacz także

Najbliższe oferty specjalne

Weekend listopadowy 11-12 listopada 2020 to dobry moment na krótki wypad za miasto. Zrelaksuj się w jednym z naszych obiektów. Zobacz oferty specjalne przygotowane na ten czas.
Przyszłości nie przepowiadamy, ale możemy pomóc Ci zorganizować niezapomniany wyjazd Andrzejkowy. Sprawdź naszą ofertę noclegową przygotowaną specjalnie na Andrzejki 2020.
Pokaż stopkę