W Kazimierzu na sanki i łyżwy. Kiedyś

Skomentuj (5)

zobacz więcej (16)

Zimiernikejszyn to jak zwykle dużo ruchu - to koncerty, imprezy na stoku i spacery. Jeden z nich - tradycyjnie jak co roku - poprowadził przewodnik turystyczny Marcin Pisula.

Zimiernikejszyn to impreza, która pokazuje, że w Kazimierzu można czas spędzać aktywnie cały rok. Zimą również. Zwłaszcza taką jak w tym roku, kiedy śniegu jak na razie nie brakuje. A ten – jak wiadomo – zachęca do zimowych aktywności. Jakich? Wystarczy popatrzeć na wystawę sprzętu zimowego otwartą na inaugurację V jubileuszowej edycji Zimiernikejszyn w Gminnym Zespole Szkół w Kazimierzu Dolnym. Tworzy ją ponad 50 eksponatów, w tym ponadstuletnie sanki, także łyżwy i narty – tych jest najwięcej, bo i położenie Kazimierza sprzyjało szusowaniu po zboczach położonego w dolinie Miasteczka. To pokazuje, że kazimierzacy i goście, którzy do Kazimierza przyjeżdżali, byli tu aktywni od zawsze.

Gdzie dokładnie jeżdżono w Kazimierzu? Tego można było dowiedzieć się podczas spaceru z przewodnikiem turystycznym przetubylcem Marcinem Pisulą, który od początku Zimiernikejszyn prowadzi swoje specjalnie na tę okazję przygotowane wycieczki.

Trasa wyprawy sobotniej została tak zaprojektowana, by pokazać i dawne miejsce jeżdżenia na łyżwach na zamarzniętym rozlewisku przy źródełku za basztą, i dawne trasy zjazdowe kazimierskiego wyciągu narciarskiego, które swój wylot miały w Norowym Dole.

Droga nie należała do łatwych nie tylko z powodu dzików, które zryły część trasy, czego wprawdzie nie widać było spod śniegu, ale czuć było pod nogami i co utrudniało poruszanie się, zwłaszcza że przewodnik wiódł uczestników wycieczki zboczem. Gdyby nie zaufanie do prowadzącego i pozostałości budyneczku wyciągu, w którym kupowało się bilety na wjazd, trudno byłoby się dopatrzeć tu przestrzeni, które kojarzą się ze stokiem czy lodowiskiem. O miejsca te już dawno upomniał się las. Zarosły mniejszymi i większymi krzewami i drzewami, z których największa jest sosna pamiętająca jeszcze czasy, gdy na kazimierskim stoku było jeszcze płasko, tłumnie i gwarno. Jak opowiadał Marcin Pisula, ma ona na swoim sosnowym sumieniu niejedną złamaną nogę…

Czy się podobało? Pytanie!

- Pierwszy raz jestem w Kazimierzu. Najpierw myślałem, że może trochę szkoda, że nie będziemy chodzić po samym mieście, ale takie smaczki lokalne nawet bardziej zapadają w pamięć niż opowieści o kolejnych kościołach – mówi Mirek z dwóch miasta naraz – z Warszawy i Torunia. – Bardzo fajna pogoda, piękne widoki. Warto tu przyjechać jeszcze raz.

Na wycieczce nie brakowało dzieci, które mimo trudnej raczej trasy poradziły sobie doskonale.

- Ta trasa przypomina czeskie góry – mówi jeden z chłopców, który ferie spędzał akurat za południową granicą.

- Bardzo ciekawa trasa, jeszcze takimi miejscami nie chodziłem, chociaż w Kazimierzu jestem już chyba setny raz – mówi tata chłopca, Dziadek Piotrek z Zielonki, który na wycieczkę wybrał się razem z żoną, synem i pięcioletnią córeczką na sankach. – Bardzo lubimy tu przyjeżdżać zimą. Są tu fajne stoki, ciekawe widoki a jak jest śnieg i ładna pogoda – piękne światło. A to zawsze oznacza nowe wrażenia estetyczne.

Na wycieczce nie brak było także kazimierzaków. Marcin Żukowski, którego tata Jan Żukowski – emerytowany nauczyciel wychowania fizycznego w kazimierskiej szkole przy Szkolnej – był jednym z organizatorów życia sportowego w Miasteczku, opowiadał o trasach narciarskich, które jeszcze nie tak dawno funkcjonowały w okolicach jego domu w wąwozach za ośrodkiem wczasowym Arkadia.

- Na torze zawsze był duży tłok, zdarzały się wywrotki, długo trzeba było czekać na ruszenie z miejsca. Na sankach jeździli i dzieci, i dorośli. Moi rodzice jako dorośli też jeździli. To zawsze znaczyło dużo frajdy –  wspomina Marcin Żukowski, dziś warszawiak. – Dziś tu cicho. Czasem tylko ktoś z okolicy zjedzie na sankach. Czasem ja sobie zjadę. Już jest gorzej z zimami, gorzej ze śniegiem i wymiera ta aktywność niestety przegrywając z telewizorem, komputerem, komórką. Dobrze, że jest jeszcze sztucznie naśnieżany stok, który pomaga podtrzymywać miejscowe tradycje sportów zimowych w Kazimierzu.

Opowieści przegościa Marcina Pisuli o sportach zimowych na Facebooku >>>

Skomentuj


Dodane komentarze (4)

  • zdzisław
    Kochani czy to byłoby wielką trudnością pod zdjęciami wstawić napisy gdzie to jest. Ja do dwudziestu lat mieszkałem w Kazimierzu i wielu miejsc nie kojarzę. Chociaż wówczas jeszcze Kazimierz Nie był tak zarośnięty jak wielu naszych polityków, ale przez to widoki były przecudne.
  • bliska
    Widzieliście Kłaczka - wygolili psiaka w tych schonisku na zimę. Co za okrutny widok. Szedł z jedną panią i po pyszku można go tylko rozpoznać. Powinni ukarać tego dnia, co mu to zrobił.
  • Leszek Dołęga
    Bardzo dobry artykuł promujący kazimierskie wąwozy. Brawo dla Marcina i autora tekstu. Więcej takich akcji.
  • tubylec
    ego można było dowiedzieć się podczas spaceru z przewodnikiem turystycznym przegościem Marcinem Pisulą.

    Zaraz zaraz to przetubylec, a nie przegość!
    • Redakcja
      Marcin Pisula faktycznie "przetubylcem" jest. Dziękujemy za czujność. Poprawiliśmy.

Zobacz także

Najbliższe oferty specjalne

Weekend listopadowy 11-15 listopada 2021 to dobry moment na krótki wypad za miasto. Zrelaksuj się w jednym z naszych obiektów. Zobacz oferty specjalne przygotowane na ten czas.
Przyszłości nie przepowiadamy, ale możemy pomóc Ci zorganizować niezapomniany wyjazd Andrzejkowy. Sprawdź naszą ofertę noclegową przygotowaną specjalnie na Andrzejki 2021.
Pokaż stopkę