Batalia o Wikarówkę (video)

Skomentuj (210)

zobacz więcej (13)

Kazimierz w ostatnich dniach żyje sprawą Wikarówki, którą decyzją Rady Miasta wystawiono do sprzedaży. Spotkało się to ze sprzeciwem części mieszkańców, którzy są przeciwni oddaniu tego majątku – pozostałości po dobroczynnej Fundacji św. Anny – w ręce prywatne.

Wikarówka to teren z zabytkowym budyneczkiem dziś wątpliwej urody położony nad Grodarzem w bezpośrednim sąsiedztwie kościoła św. Anny. Swego czasu – jeszcze w pierwszych latach powojennych – mieszkał tu wikary sprawujący nadzór nad kościołem świętej Anny i położonym tuż obok szpitalem – przytułkiem. Istniejąca od co najmniej XVI w. Fundacja św. Anny zgromadziła spory majątek w postaci ponad 60 ha ziemi. Jak podaje Z. Góralski w książce „Szpitale na Lubelszczyźnie w okresie przedrozbiorowym” wydanej przez Norbertinum w 1999 r. szpital w 1781 r. posiadał jedną izbę murowaną, druga się zawaliła. W skład kompleksu szpitalnego wchodził też dom kapelana, nowy sad oraz budynki dla czeladzi i komornika i budynki gospodarcze. Środki na prowadzenie przytułku pozyskiwano z tytułu darowizn, ale także z opłat za dzierżawę posiadanej przez fundację ziemi uprawnej. Fundacja zarządzana była przez prepozyta – był nim proboszcz szpitalny – i prowizorów, których wybierano spośród obywateli Kazimierza. Po odzyskaniu niepodległości zarząd majątkiem fundacji św. Anny sprawowała gmina Kazimierz Dolny, a od 1825 r. po ustaleniu statutu tej organizacji dobroczynnej – Sejmik Puławski. Ostatnim prowizorem – przed rozwiązaniem fundacji w czasie Polski Ludowej w 1954 r. – był ksiądz Małysiak.

Sprawa własności Wikarówki od lat jest przedmiotem sporu między kościołem i państwem. Jeszcze w późnych latach czterdziestych kuria biskupia zwracała się do państwa o zwrot majątku fundacji, uznając ją za fundację kościelną. Podobny wniosek w latach 90 ubiegłego wieku rozpatrywała Komisja Majątkowa w Warszawie, która utrzymała prawo własności majątku pozostałego po Fundacji św. Anny w rękach gminy kazimierskiej.

Wikarówka w ostatnich czasach dość często gościła na łamach lokalnej prasy w rubryce Kronika Kryminalna przy okazji powtarzających się tam pożarów w budynkach wcześniej użytkowanych jako lokale socjalne. „Pożarowisko” położone nad Grodarzem otwiera się z jednej strony na ulicę Nadrzeczną i nie stanowi pięknej wizytówki miasta. Radni postanowili rozwiązać ten problem, oddając ten teren w ręce prywatne, a pozyskane w ten sposób pieniądze przeznaczyć na budowę infrastruktury drogowej w mieście. Społeczne pieniądze przodków przeznaczone zostałyby tym samym na cele wspólnotowe. Przeciwnicy tego pomysłu widzą w tym miejscu Fundację św. Anny, której działalność chcieliby tu wznowić, by kontynuować piękną wielowiekową tradycję dobroczynności w Kazimierzu. Jedna i druga opcja ma swoich zwolenników. Toczą się burzliwe dyskusje, czasem – jak to było podczas obrad ostatniej rady miasta – nawet w obecności Policji, która musiała wyprowadzać z sali obrad zakłócających spokój dyskutantów. Dyskusja przeniosła się jednak na ulice, gdzie trwa zbieranie podpisów przeciwko decyzji rady miasta o sprzedaży; o wyniku tej akcji informują kolejne plakaty: 343 podpisy, 541…

Kto ma rację?

Oddajmy głos jednej i drugiej stronie sporu o Wikarówkę.

Społeczne pieniądze – na wspólne drogi i chodniki

Dlaczego miasto wystawiło teren wikarówki, która wiąże się z wielowiekową tradycją dobroczynności w Kazimierzu, do sprzedania?

Burmistrz Kazimierza Dolnego Grzegorz Dunia –
Fundacja dla Starców i Kalek pod wezwaniem Św. Anny zakończyła swoją działalność ponad pół wieku temu. Od tamtej pory tzw. Wikarówka systematycznie popadała w ruinę. W ostatnich latach były tam mieszkania zastępcze. Budynek ulegał dalszej dewastacji. Nikt nie był zainteresowany, aby w tym miejscu podjąć na nowo działalność fundacji. Kilka lat temu obiekt uległ spaleniu, przez dwa lata straszyły zgliszcza dachu i osmalone mury. Doszedłem do wniosku, że jeżeli nikt nie ma pomysłu na zagospodarowanie tego terenu, dobrze byłoby go oddać – poprzez sprzedaż – w ręce nowego gospodarza. Na chwilę obecną nie mamy żadnego zainteresowanego kupnem, jak niektórzy podejrzewają. Nowy inwestor z kapitałem mógłby zrealizować tu cele, jakie zostały ujęte w planie zagospodarowania przestrzennego, tj. usługi kultury gastronomii czy handlu. Taka działalność w tym miejscu Kazimierza na pewno byłaby potrzebna i dla turystów, i dla mieszkańców. Poza tym miastu potrzebne są środki finansowe na realizację zaplanowanych inwestycji. Chciałbym, żebyśmy wreszcie w mieście poprawili jakość nawierzchni dróg i chodników. Chcemy uporządkować ulicę Nadrzeczną łącznie z siecią kanalizacji i wodociągów. Jest to ulica powiatowa, natomiast infrastruktura podziemna jest własnością gminy. Mamy wstępne porozumienie z Zarządem Powiatu Puławskiego, który sfinansuje położenie nawierzchni na tym odcinku. Wymianę infrastruktury podziemnej musimy sfinansować we własnym zakresie. Na tę inwestycję związaną z modernizacją sieci wodno - kanalizacyjnej staramy się pozyskać fundusze unijne. Nabór wniosków przewidywany jest w miesiącu marcu. Kiedy uzyskamy pewność, że otrzymamy te pieniądze, to być może nie zdążymy zrealizować tej inwestycji w tym roku. Potrzebne są nam więc środki własne, aby to przedsięwzięcie sfinansować – właśnie za środki ze sprzedaży Wikarówki. Pieniądze przeznaczymy także na modernizację ulicy Cmentarnej. Środki pozyskane ze sprzedaży Wikarówki chcemy więc oddać naszej społeczności – mieszkańcom i turystom. Zainwestowanie pieniędzy własnych nie przeszkadza nam w tym, by ubiegać się o zwrot kosztów z funduszy unijnych – byłyby to środki kwalifikowane. Moglibyśmy te pieniądze przeznaczyć na kolejne inwestycje.

Dlaczego miasto dotąd nie pomyślało o odtworzeniu Fundacji św. Anny, która mogłaby wspomagać biednych?


Przewodniczący Rady Miasta Kazimierza Dolnego Piotr Ruciński –
Działalność fundacji ma sens, gdy znajdzie się grono ludzi gotowych do działania dla osiągnięcia celów, jakie sobie stawiają.

Miasto realizuje swoje zadania innymi sposobami. Jeżeli mówimy o pomocy potrzebującym, to jest w gminie Ośrodek Pomocy Społecznej. Na jego działalność jest w budżecie przeznaczona pewna kwota. Natomiast gdyby byli ludzie, którzy chcieliby podjąć się pomocy ludziom biednym i potrzebującym, to nie widzę problemu. Moim zdaniem Wikarówka nie jest kluczem, który otwiera taką możliwość, a jej brak nie zamyka możliwości działania.

Powołanie fundacji pod dawną nazwą nie spowoduje, że stanie się ona prawnym następcą dawnej fundacji św.Anny.
Pomysły powołania do życia takiej fundacji pojawiły się w Kazimierzu już w 2003 roku, kiedy zakończyło się postępowanie przed Komisją Majątkową (zakonczyło się ono odmową przyznania na rzecz Diecezji Lubelskiej praw do majątku fundacji św. Anny). Mamy rok 2008, a fundacji nie ma. Łatwiej jest powiedzieć, że się chce powołać fundację, niż przebrnąć przez formalności, a jeszcze trudniej prowadzić fundację i pozyskiwać środki na jej działanie.

Burmistrz Kazimierza Dolnego Grzegorz Dunia –
Miasto w miarę posiadanego budżetu realizuje zadania wynikające ze strategii rozwoju miasta i gminy Kazimierz Dolny i ustawy o samorządzie gminnym. Pomoc potrzebującym, biednym, niepełnosprawnym realizujemy poprzez Ośrodek Pomocy Społecznej – ustawowo gmina taki ośrodek musi prowadzić i przeznaczać na te cele środki. Kilka lat temu wyremontowaliśmy przedszkole, w którym umożliwiliśmy pobyt dzieciom niepełnosprawnym. I to jest wyjście naprzeciw tym potrzebom.
Z samorządem Kazimierza jestem związany już kilkanaście lat – najpierw pracowałem w Urzędzie Miasta, potem byłem radnym, teraz jestem burmistrzem. Przychodzili i przychodzą do mnie mieszkańcy, turyści pytając, kiedy wreszcie wyremontujemy ulice, chodniki, z których już się nie daje korzystać, na których przewracają się starsze osoby. W ten sposób – poprzez remonty – chcę pomóc ludziom. Planuję remonty chodników Ku Farze, przy ul. Tyszkiewicza, ul. Krakowskiej, po których chodzą również starsi ludzie. Mówią mi, abym im ułatwił życie poprzez stworzenie odpowiedniej infrastruktury.

Dlaczego kwestia sprzedaży Wikarówki została tak szybko przegłosowana, odbyła się bez konsultacji społecznych?


Przewodniczący Rady Miasta Kazimierza Dolnego Piotr Ruciński – Pomysł o sprzedaży tego mienia pojawił już znacznie wcześniej. Na wniosek radnych został wydzielony pas na trakt pieszo-jezdny od Małego Rynku do Grodarza, aby zapewnić dostęp do działek położonych obok Wikarówki - do Domu Kultury, do kościoła św. Anny, do samej Wikarówki i brodu przez rzeczkę. Nie jest więc to pomysł nowy. Został też przedstawiony Zarządowi Samorządu Mieszkańców Kazimierza.

Burmistrz Kazimierza Dolnego Grzegorz Dunia – Pomysł sprzedaży był omawiany na posiedzeniu Komisji Rady Miejskiej. Komisja zaproponowała, aby poinformować o tym Zarząd Samorządu Mieszkańców Kazimierza Dolnego. Zarząd propozycję tę zaakceptował, zaznaczając, by środki ze sprzedaży przekazane były na cele remontowe na terenie Kazimierza Dolnego. Przed podjęciem uchwały informowały o tym także media – gazety lokalne i radio. Podjęcie uchwały nie jest jednoznaczne ze sprzedażą, ponieważ aby mienie gminy skutecznie sprzedać, trzeba przeprowadzić całą procedurę określoną ustawą o gospodarce nieruchomościami. Tak więc jest to proces kilkumiesięczny.

Decyzja o przetargu nie została jeszcze podjęta. Obecnie obserwujemy dyskusję, która toczy się na ten temat. Zaznaczam, że jest wielu zwolenników sprzedaży Wikarówki, której stan obecny nie stanowi chlubnej wizytówki naszego miasta i właściwego, przemyślanego zagospodarowania tego terenu. Dzięki podjętej uchwale wyzwalają się w społeczności kazimierskiej pewne inicjatywy i być może ktoś przyjdzie z konkretną propozycją zagospodarowania tego terenu. Mam nadzieję, że emocje, które towarzyszą kwestii sprzedaży Wikarówki, zaowocują określonymi pomysłami współpracy ze mną nie tylko w tej kwestii. Spodziewam się, że będzie to twórcze i przełoży się na konkretne działania ze strony mieszkańców. Chcę, by w tym mieście panowała zgoda i w takiej atmosferze pragnę realizować zadania przede mną postawione. Nie boję się też podejmować trudnych społecznie tematów. Temu miastu potrzeba działań, potrzeba różnych pomysłów.

W rodzinie nie wszystko jest na sprzedaż

Przeciwnicy sprzedania Wikarówki
przez gminę kazimierską wolą pozostać anonimowi. Odwołują się do wielowiekowej historii tego miejsca – pierwsze wzmianki o Fundacji św. Anny pojawiają się przecież już w 1530 r., niewykluczone więc, że ta instytucja dobroczynna istniała tu i wcześniej. Podkreślają, że wspólne działanie na rzecz potrzebujących zjednoczyło społeczność kazimierską różnych narodowości i wyznań. W latach 50 – tych ubiegłego wieku Komuna zagrabiła mienie fundacji – ponad 60 ha ziemi, Wikarówkę i budynek szpitala – przytułku, w którym dziś mieści się Kazimierski Ośrodek Kultury.

W świadomości ludzkiej ta fundacja związana jest z kościołem – tam był ksiądz – prowizor, tam były siostry zakonne. Fundacje tego typu działały pod opieką kościoła – ich działalność wizytowali biskupi. Są o tym wzmianki z XVIw., z XVII w. Udział miał też magistrat, z jego ramienia działali w fundacji prepozyci. W wyniku kolejnych wizytacji w zależności od efektywności prowadzenia Fundacji św. Anny podejmowano decyzje o przekazywaniu nadzoru nad fundacją bądź to osobom duchownym, bądź świeckim. Kościół więc w tej działalności uczestniczył, zachęcając ludzi do dawania datków na rzecz biednych. Ostatnim prowizorem fundacji był ksiądz Małysiak, który prowadził ją od 1943 r., niejednokrotnie wykładając na ten cel własne środki. Z jego rąk majątek zabrali komuniści.

Bez echa pozostał protest rady parafialnej z 17 marca 1957 r. do Wojewódzkiej Rady Narodowej. Majątek częściowo rozdzielono w ręce prywatne, częściowo przekazano miastu. I miasto go zmarnowało. Nie czuło się widocznie tu gospodarzem, bo w przeciwnym razie Wikarówka wyglądałaby inaczej i nie straszyłaby swoim wyglądem. Nastawiono się jedynie na eksploatację budynku, nie wkładając w remonty ani grosza.

Co z tym robić? Kazimierzacy mieli pomysł, by na tym terenie otworzyć Dom Miłosierdzia im. Jana Pawła II i kontynuować działalność dobroczynną swoich przodków. Pismo w tej sprawie z 2003 r. utknęło jednak w magistracie. Szkoda, bo dziś na cele dobroczynne najłatwiej pozyskać pieniądze.

Teraz znów ten pomysł wznowienia działalności dobroczynnej w Kazimierzu odżył. Informują o tym rozlepiane w różnych punktach Kazimierza plakaty następującej treści: „My, mieszkańcy Kazimierza, widzimy konieczność utworzenia na terenie naszego miasta placówki opiekuńczo – wychowawczej wsparcia dziennego dla osób niepełnosprawnych oraz punktu doraźnej pomocy osobom potrzebującym: starym, chorym, bezdomnym i samotnym. Chcemy kontynuować trwającą przeszło 400 lat tradycję „Fundacji dla Starców i Kalek w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą pod wezwaniem św. Anny”, powołując do życia nieodzowną w naszych czasach placówkę wsparcia dla osób potrzebujących, tak jak to było w przeszłości.” Towarzyszy temu prośba o przekazanie spuścizny majątkowej po Fundacji św. Anny na rzecz parafii kazimierskiej lub nie wskazanej z nazwy organizacji pozarządowej, która realizuje podobne cele. Autorzy pomysłu zauważają, że takich fundacji, organizacji i towarzystw działa obecnie w Polsce bardzo wiele.

Przeciwnicy sprzedaży Wikarówki podkreślają, że wszyscy w Kazimierzu wiedzą, że kościół rości pretensje do terenu Wikarówki. A teraz radni chcą ten teren sprzedać bez konsultacji ze wspólnotą parafialną. Gdyby choć odłożyć głosowanie nad decyzją o sprzedaży o miesiąc, nie byłoby mowy o protestach i zbieraniu podpisów. Szkoda się tego wyzbywać – to były darowizny, a więc społeczne pieniądze – ważne, by został po tym materialny ślad, choćby w postaci domku. Sprzedać to – znaczy przekreślić chlubną historię. Sprzedaż nie jest rozwiązaniem problemu nieładnej wizytówki miasta, jaką dziś jest Wikarówka. Trzeba wypracować inne rozwiązanie, bo pamiątek się nie sprzedaje. To miejsce powinno jednoczyć, sprzedanie znaczy tyle, co odcinanie się od własnych korzeni. W końcu nie wszystko jest na sprzedaż w rodzinie. Takie były argumenty naszych rozmówców.

W wypowiedziach przeciwników decyzji rady miejskiej na temat Wikarówki przeważają emocje. W wypowiedziach burmistrza i radnych - racjonalizm. Rodzą sie pytania - po pierwsze - kto ma rację? A po drugie i najważniejsze - jaka będzie przyszłość Wikarówki, jaka będzie przyszłość naszego Miasteczka?

Fot. A. Skrzyńska

W materiale wideo sonda społeczna z dnia 1 lutego 2009 r.

Skomentuj


Dodane komentarze (210)

  • Anonim (gość)
    Jeszcze tylko 9 miesięcy zostało na przedstawienie pomysłów na wikarówkę. Ciekawe czy coś się urodzi??
  • Anonim (gość)
    Dobry pomysł popieram, tylko czy kawiarnia artystyczna nie będzie przeszkadzań najważniejszemu sąsiadowi, pewnej kazimierskiej "artystce"
  • bramcio (gość)
    sz.p. ArtDe popieram w calej rozciaglosci - chcialbym by to pan zrealizowal swoj plan zagospodarowania tego obiektu i terenu i jesli widzi pan mozliwosci dochodow na tej dzialalnosci by rzecz trwale wpisala sie w zywot miasteczka to tymbardziej. Jats zrozumiala niechec niektorych osob do zmian - wszak gdy miejsce zatetni zyciem to trzeba by zmienic swe przyzwyczajenia, ale czy ego garstki ma stopowac wszystkie inicjatywy/ to nieprawidlowa postawa.Gdyby sie panu udalo - ma pan juz 1 klienta na wizytacje, posiedzenie z konsumpcja i pogaduchy o sztuce.
  • ArtDe (gość)
    Widzę dużo demagogii w tej dyskusji. Jak można używać argumentu o fundacji, która nie istnieje? Nie ma Fundacji św. Anny - nie ma o czym mówić... Nawet jeśli kilkanaście osób ją założy, to niech się przez parę lat wykażą solidną i bezinteresowną pracą na rzecz innych. Na pewno przekazanie gminnego majątku takiemu dopiero co powołanemu ciału musiałoby zainteresować organa ścigania. Burmistrz stanąłby wobec oskarżenia o niegospodarność. Demagogią trąci mi też obietnica przekazania dochodu ze sprzedaży na chodniki. Rozumiem, że chodzi o uspokojenie nastrojów. Dochody gminy tworzą jej budżet i służą zaspokajaniu różnorodnych potrzeb, nie tylko "chodnikowych". Reasumując, skoro gminy nie stać na prowadzenie w tym obiekcie (po jego kosztownym kapitalnym remoncie!) placówki opiekuńczej, więc jedynym rozwiązaniem jest jej sprzedaż. Sęk w tym, co tam powstanie. I pewnie tego najbardziej obawiają się mieszkańcy, zwłaszcza sąsiedzi. To zależy od zapisu w planie zagospodarowania miasta. On określa przeznaczenie terenu. Jeśli nie ma specjalnych ograniczeń i nie jest to teren zatapiany przez Grodarz, to... osobiście jestem zainteresowany zakupem tego budynku. Co chciałbym w nim zrobić? To ulica Lubelska, prawda? Tam, gdzie galerie mają panowie Kmita, Gnatowski, Wołek... Skoro tak, to urządzę galerię malarstwa i kawiarnię artystyczną. Może wystawę rzeźby w ogrodzie. Miejsce spotkań malarzy zapraszanych przeze mnie na kazimierskie plenery. Starym zwyczajem Pruszkowskiego. Skoro jego piękna willa temu nie służy. Wszystko zależy od ceny. Jeśli będzie jak za grunt pod hotel, to kupi pan Gołębiewski czy Kulczyk i go wam postawi. Z basenami, parkingami i anteną GSM. Może z lądowiskiem dla helikopterów... A galerię urządzą w swoich gabinetach. Pozdrawiam miłośników sztuki w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą!
  • Anonim (gość)
    Ico z Towarzystwem? Czar prysł?
  • kazio (gość)
    Za cały ten bałagan i finanse odpowiada Burmistrz i radni.Natomiast do tych molochów które powstały w tym miasteczku dołączyłbym konserwatora zabytków i nadzór budowlany.
  • Anonim (gość)
    myślę, że takie drobiazgi wpływają na obraz kazimierza - nie tylko drogi i wodociągi. Dla turystów (z których żyjemy) ważne jest wrażenie, jakie stąd wyniosą. Jak cię widzą jtak cie piszą.
  • stowarzyszony (gość)
    No fakt. Skoro tak mówisz, to pewnie jesteś dobrze zorientowany w tych kwestiach. Powinni pł acić podatki, mieć zarejestrowaną działalnośc itp. A Cyganki to i mnie "molestowały" ale się zapierałem.
  • Anonim (gość)
    Rozwiązanie tych problemów leży w gestii urzędników, i można to nazywać pirdołami, gdyby nie fakt, że to kiepska wizytówka kazimierza, a z dzialalności tej miasto nie ma żadnych dochodów. Tylko stratę dobrego imienia, a to odzyskac najtrudniej.
  • stowarzyszony (gość)
    Pewnie Anonimie (gość) - 2008-03-18 18:11 masz rację. Nię będę się upierać skoro są takie przepisy....ja nie wiem kto płaci podatki i tzw "placowe", kto ma pozwolenia, a kto nie ma.
    Od tego są inne służby
  • Anonim (gość)
    Stowarzyszony,
    z gruntu nieprawda. Występy Indian kwalifikują się (ze względu na naglośnienie) jako imprezy - na te Miasto musi wydać zgodę, choćby po to, by taka impreza nie trwala w nieskończoność. Prowadzą dzialałność - gosp. powinni płacic placowe - nie płacą. Nie wiem, kto są Minowie, więc glosu nie zabieram, ale już np. rzeźby stały na terenie miejskim, a nie na prywatnej posesji - stały bez pozwolenia, bez oplat. Działalnośc na Rynku Cyganek też jest działalnością gosp - Cyganki nie placą ani podatkow, ani placowego. Łamią prawo, bo i nagabywanie i żebranina są w Polsce karalne.
  • stowarzyszony (gość)
    Jajcku - nie chodzi mi o to czy kogoś obwiniasz czy nie... Chciałem tylko zwrócić uwagę, że za wszystko co złe, co nam się nie podoba, nie można obwiniać burmistrza np za niebieski dach, za koszmarny (wg nas) projekt, za pomalowany nie na taki kolor płot itp., wreszcie za przebranych Indian, czy Minów ( dobrze, że nie za tych w mitologii egipskiej (bóg płodności)) . Co ma z nimi zrobić burmistrz? Aresztować, zatrzymać na 24 godz, wywieźć za miasto? Nie ma takich uprawnień. Policja chyba też (nie wiem). Idąc podobnym tokiem rozumowania można by usunąć tych, co chodzą w krótkich spodenkach (bo może kogoś gorszą albo mają krzywe nogi),

    Oczywiście wolność człowieka nie może polegać na zasadzie "Róbta co chceta". Wolność musi być odpowiedzialna, nawet ograniczona, oczywiście w jak najmniejszym, ale konicznym zakresie - dla zagwarantowania nienaruszalności wolności innych oraz sprawiedliwości społecznej.
    Pozdrawiam.
  • jajcek (gość)
    Magdo - faktem jest, że Burmistrz nie ma nic do gadania na temat projektu architektonicznego. Stowarzyszony - jeżeli przeczytasz, co napisałem, zauważysz , że nie obwiniam Burmistrza za budowę koszmarnych bunkrów. Być może ma tu coś do powiedzenia Konserwator ? Mnie chodzi o rzeczy drobne - indianie, żółte rzeźby , jakieś koszmarne postacie na rynku, szpecące miasteczko szyldy...... Wolność nie może polegać na tym, że każdy robi co chce, nawet w granicach, prawa - na tej zasadzie można na przykład oblepić Kazimierz reklamami prezerwatyw, albo Radia Maryja (co kto woli).
  • Anonim (gość)
    Magdo! Zapewniam Cię, że burmistrz nie ma wpływu na projekt. Jeszcze by tego brakowało, żeby burmistrzowie, wójtowie i prezydenci mieli wpływ na projekty architektoniczne!! Ale by było pięknie!!
  • Anonim (gość)
    DO MAGDY:
    hotel? knajpę? niestety, przepisy nie pozwalają - za blisko świątyni. zastanów się, co piszesz, czy to, co Ci ślina na język przyniesie, czy może powtarzasz zasłyszane slogany?
  • magda (gość)
    A kto wydaje decyzje warunkach zabudowy ? do kogo piszesz wniosek o zezwolenie na budowę czyje są pieczątki i podpisy jak nie Burmistrza.A poza tym to nie mówcie mi że Burmistrz nie ma wpływu na projekt i budowę nieruchomości na terenie swojej gminy.Wolność wolnością a gospodarność gospodarnością.Gdzie jest hala sportowa? w którą utopili tyle milionów i co? śladu nie ma. gdzie ten burmistrz ma łeb i rozum żeby sprzedać wikarówkę i w tym miejscu postawić hotel albo knajpę? pod samym kościołem?
  • stowarzyszony (gość)
    Jajcku - jeśli chodzi o rozumienie wolności to poniekąd zgadzam się z Tobą.Wolność to pojęcie filozoficzne. Wolnosc slowa, działania nie zwalnia z odpowiedzialnosci za nie, wolność, która pochodzi ze świadomości nie dopuszcza do łamania prawa ...
    Nie zgadzam się z Tobą jakoby Burmistrz miał wplyw na budowę w Kazimierzu koszmarnych "bunkrów" (jak to określileś) - od tego są projektanci, konserwatorzy zabytków , nadzór budowlany...
    A handelek "badziewiem" kwitnie nie tylko w Kazimierzu ale w wielu europejskich miastach i miasteczkach
  • OWCA (gość)
    Do Krzysztofa! Zgłaszam się na ochotnika: BEEEE!!
  • jajcek (gość)
    Prosty rogalu, stowarzyszony... Wolność, nie oznacza, że wszystkim wolno wszystko. W Sewilli, gdzie turyści masowo dokarmiają tysiące gołębi, zgodę na sprzedaż nasion dla ptaków ma tylko jedna osoba ! U nas handlarzy ziarnem stałoby 50. A każda próba ograniczenia, byłby traktowana jak zamach na wolność. W miasteczku Barbizon (Francja), nie uświadczysz handlarzy takim chłamem jaki sprzedaje się na Rynku i Małym Rynku. Czy widział ktoś koło Luwru lub Wersalu zawodzących Indian ? Itd, itp...Dobry gospodarz, tam gdzie może, stara się dbać o klimat, atmosferę i wygląd swojego podwórka. Kazimierz traci swój klimat nie tylko poprzez budowę strasznych bunkrów, lecz także zaśmiecanie krajobrazu różnymi nie pasującymi do niego elementami, włącznie z kolorowymi tablicami zachęcającymi do zjedzenia czegoś czy przespania się gdzieś ....... które tak pasują do Kazimierza jak niebieski dach
  • stowarzyszony (gość)
    Lechu - jestem za... a nawet przeciw!!!
    Wolność gospodarcza i demokracja, jest dla wielu sprzeczna z tym, do czego ich wychowywano i do czego przywykli przez wiele wiele lat. Niewiele jest krajów w Europie, w których idee i praktyki socjalistyczne są tak głęboko zakorzenione w sercach i umysłach ludzi.
    Może tak z tęsknoty za komuną wprowadzić reglamentację żywności, alkoholu, obuwia, środków czystości, reglamentację działalności gospodarczej, jakieś kartki na przyzwoitość..., talony na samochody, zakaz poruszania się bez zezwolenia, rozmowy kontrolowane.
    I komisarza w gminie, który byłby wszechwładny

Zobacz także

Najbliższe oferty specjalne

Zimowe szaleństwo podczas Ferii 2022! Szukasz miejsca, gdzie odpoczniesz? Marzy Ci się szusowanie na nartach? Sprawdź listę noclegów z ofertami specjalnymi na ferie zimowe.
Zaskocz ją na Walentynki 2022. Wyjedź razem z nim w nieznane. Zobacz oferty walentynkowe na romantyczny weekend dla dwojga.
Pokaż stopkę