Warto mieć Jasność

Ekologia, ochrona przyrody, zmiany klimatyczne to tematy wywołujące ostatnio żywą dyskusję społeczną. Włącza się w nią Maja Wolny swoją najnowszą książką „Jasność”. Bo o jasność tu rzeczywiście chodzi.

Każda z Pani powieści jest jak zadanie, dzięki któremu zgłębia Pani wiedzę o świecie i o człowieku. Skąd pomysł na „Jasność”?

Maja Wolny – Pomysł narodził się bardzo dawno, kiedy jeszcze w ogóle nie było mowy o brexicie, nie było aż tak ewidentnych symptomów ocieplenia klimatu, chociaż wiedzieliśmy już, że to zmierza w tym kierunku…Temat leżakował jak wino w oczekiwaniu na bardziej sprzyjający moment. Przystąpiłam do pracy, kiedy straciłam nadzieję, że nasz wspólny wysiłek może powstrzymać degradację naszej planety – fizyczną i polityczną.

Jesteśmy jak pacjent chory na raka, który nie uwierzył w diagnozę lekarza, chociaż postawiono ją w momencie, kiedy jeszcze można byłoby coś zrobić. Kiedy sam przekonał się, że jednak jest chory, jest już za późno. I tak świat podchodzi do tematu globalnego ocieplenia. Metafora świata jako pacjenta onkologicznego nie jest nowa. Właśnie teraz jest dla świata ten moment wychodzenia z ciemności – stąd tytuł mojej powieści. To jest najbardziej przerażające, że my pewnych rzeczy nie widzimy i nie chcemy widzieć. Chcemy być w ciemności. Wolimy odsuwać problem, na który nie mamy wpływu.

Zastanawiałam się nad miejscem, w którym toczy się akcja. W „Powrocie z Północy” byliśmy na Syberii, a teraz zabiera nas Pani do Anglii – do Betlhem i Fairlight, których tak naprawdę… nie ma!

Maja Wolny – Nie ma takiej miejscowości jak Bethlem, jest tylko szpital psychiatryczny na obrzeżach Londynu. Pogłębia to odbiór mojej powieści. Natomiast Fairlight istnieje! To maleńka miejscowość koło Hastings, gdzie była bitwa o Anglię. Odkryłam je podczas mojej podróży na południowe wybrzeże Wielkiej Brytanii, gdy poszukiwałam miejsca, w którym mógłby się znajdować ośrodek rehabilitacyjny dla kobiet opisywany w mojej książce. Jak zobaczyłam nazwę Fairlight, to uznałam to za dar od losu, bo tak pięknie pasuje do tytułowej jasności!  Wyszłam z samochodu, by spokojnie obejść okolicę. Dookoła nie było żywej duszy, tylko plaża i skaliste klify. Nagle pojawiła się przede mną ładna starsza kobieta. Zaczęłyśmy rozmawiać, najpierw o pogodzie, a potem, kiedy powiedziałam jej, że zbieram materiały do powieści, od razu zaprosiła mnie na herbatę.  Zachwyciłam się tą gościnną panią - okazała się zresztą utalentowaną malarką – i tak stała się ona pierwowzorem powieściowej Annie, która w „Jasności” odgrywa bardzo ważną rolę. Samo Fairlight to miejsce magiczne. Obeszłam je dookoła, co nie jest trudne, bo jest maleńkie, i stwierdziłam, że właśnie tutaj mój ośrodek rehabilitacyjny mógłby się znajdować. Jest tam stare centrum satelitarno – meteorologiczne. Wygląda posępnie, ponuro – w sam raz na moje miejsce odosobnienia dla kobiet. 

Dariusz Rosiak napisał o Pani powieści, że Czarnobyl miesza się tutaj z "Opowieścią podręcznej", brexit z feminizmem, a zmiany klimatu z patologiami seksualnymi. Dla mnie powraca tu klimat „Powrotu z Północy”, gdzie rzeczywistość realna miesza się z rzeczywistością urojoną. Ile tu jest rzeczywistości realistycznej, a ile urojonej?

Maja Wolny – Fascynuje mnie koncepcja światów równoległych. Według tzw. hipotezy Hugh Everetta wszystko, co może się zdarzyć, zdarza się na pewno w którejś z odnóg rzeczywistości, która przypomina wielkie, rozgałęziające się w każdej chwili drzewo życia.  Pisałam o tym właśnie w „Powrocie z Północy”. Jako pisarka wciąż szukam po omacku, w którym punkcie na wielkiej osi czasu zostaliśmy z naszym światem wrzuceni w istnienie. Często mam złudzenie złudzenia i wtedy w wyobraźni przechodzę z jednego do drugiego świata.

I tak w swojej powieści przedstawia Pani rzeczywistość – jako falującą pomiędzy światami. Niektóre fakty podawane są poza ciągiem przyczynowo skutkowym – przypominają się bohaterce Romie Wilk w zupełnie nieoczekiwanych momentach. Zwłaszcza, że bohaterka cierpi na zaniki pamięci na skutek szoku pourazowego po wybuchu jądrowym. 

Maja Wolny – Jesteśmy skomplikowanymi istotami. Żeby się dobrać do serca, trzeba się przedrzeć przez wiele warstw. Kiedy bliżej poznajemy Romę Wilk, to rozumiemy, co sprawiło, że znalazła się ona w tym, a nie innym położeniu. Widzimy, jak bardzo jest dzielna – dostrzeżemy w niej nie tyle pensjonariuszkę oddziału psychiatrycznego, ale kobietę, która heroicznie stawia czoła przerażającej rzeczywistości. Wciąż znajduje siłę do podjęcia działań, nie traci ducha. Tego heroizmu byśmy nie zrozumieli, gdybyśmy nie widzieli, jak ona w swoim życiu walczyła, jak upadała i ile razy się podnosiła. O tym wszystkim dowiadujemy się z retrospekcji. 

Mark Kiliam – reporter wybuchu – z jednej strony charakteryzuje bohaterkę, pokazując złożoność jej charakteru, ale z drugiej wprowadza kwestie dotyczące zagłady, czystości środowiska – bo sam wybuch nie wydaje się być czymś ostatecznym – wprowadza kwestie polityczne. Czy według Pani świat zmierza ku dyktaturze, ku kolejnemu totalitaryzmowi?

Maja Wolny – Myślę, że nie odkrywam tu niczego wielkiego. Niestety wszyscy widzimy, że dla wielu ludzi w różnych częściach świata demokracja przestaje być wartością samą w sobie. Pewnie wynika to z poczucia zagrożenia, które nosimy w sobie. Kiedy się boimy, często gotowi jesteśmy powierzyć własny los jednostce, wodzowi. Wierzymy, że ktoś taki przeprowadzi nas bezpiecznie przez dziejową zawieruchę.

Mówi Pani o … syndromie końca świata?

Maja Wolny – Kto cierpi na kluczowy dla powieści syndrom? Może my wszyscy? Czy tylko histeryczki z ośrodka Fairlight? Czy my wszystko widzimy na czarno? Czy to świat kompletnie oszalał? Syndrom końca świata to  koniec jakichkolwiek innych syndromów. Pod koniec XIX wieku ludzie mieli poczucie zbliżającej się apokalipsy. Wyglądaliśmy jakiegoś końca również i około roku 2000, ale wtedy była niezła koniunktura. Zło oczywiście też się czaiło, ale można je było nazwać, wytaczając na przykład wojnę z terroryzmem czy ze złymi i chciwymi bankierami.

Syndrom końca świata opisywany w książce ma oczywiście związek z konkretnymi wydarzeniami, ale przeradza się w ogólne poczucie katastrofy. I potrzebę ochrony swoich bliskich, potrzebę wewnętrznego zbrojenia się na wypadek apokalipsy.

Dziś też ludzie mają poczucie, że zbliża się duże niebezpieczeństwo, którego nie ogarnie się całościowo, ale może się uda do niego przygotować tak, by zminimalizować jego skutki? Dziś mamy kumulację kilku czy nawet kilkunastu kryzysów na raz, które przerastają nasze możliwości, chęci i świadomość – bo przyznanie się do istnienia tych kryzysów oznaczałoby, że żadna partia już wyborów nie wygra – bo w tej sytuacji już nie można obiecywać dobra. A nikt nie chce być Jeremiaszem wieszczącym zagładę.

Ciekawe, jakie jest zakończenie tej książki? Patrząc z perspektywy „Powrotu z Północy”, gdzie losy  bohaterów nadrzędnych z warstwy współczesnej powieści ułożyły się w końcu dobrze – odnaleźli swoje miejsce w rzeczywistości, która została im dana…

Maja Wolny – Kluczowe pojęcie w mojej powieści to miłość.  Gdyby nie to, że w  rabunkowy sposób podeszliśmy do bogactw naturalnych – do wody, do tlenu, do paliw kopalnych, do naszej planety w ogóle – to życie wyglądałoby teraz zupełnie inaczej.  To papież Franciszek pisał, że kryzys klimatyczny jest odzwierciedleniem kryzysów społecznych, że gdybyśmy nie eksploatowali siebie w tak brutalny sposób, to nie mielibyśmy teraz problemów ze środowiskiem. Jedno łączy się z drugim, jesteśmy nierozerwalnym ekosystemem. Wciąż jednak nie chcemy rozumieć, że jesteśmy – na dobre i na złe – maleńką cząstką całości. Każda nasza decyzja, każdy ruch ma wpływ na to, co dzieje się z całą resztą.

Cywilizacja nas brutalnie oddzieliła od przyrody. Niszczymy zasoby, kupujemy rzeczy, które są nam niepotrzebne, niezdrowe dla naszych ciał.  Unieszczęśliwiamy siebie. Z tego cywilizacyjnego fałszu niektórzy oczywiście czerpią korzyści. Ważne, byśmy stawiali sobie pytania: czy to, co robię, jest dobre nie tylko dla mnie, ale dla całego ekosystemu, którego jestem częścią? Reklamowane płatki z lukrem i czekoladą to bardzo może i smaczna rzecz, ale to nie jest dobre dla nas, skoro nie jest dobre dla całego ekosystemu. Powieściowy Mark Kiliam jest początkowo zwolennikiem tego, co reklamowane, ale z czasem zauważa mechanizmy stojące za propagandą, w której sam z resztą uczestniczył. Myślał, że jest wielkim „krakerem” szyfru, bo ma dostęp do tajnych informacji, a okazało się, że jest tylko… pionkiem w grze ludzi znacznie potężniejszych od niego.

Pytanie, kiedy my w końcu zobaczymy, że jest inaczej niż nam się w naszej pysze – hybris – wydaje?..

Maja Wolny – Nieprzypadkowo zdecydowałam się na tytuł „Jasność”.  Cały czas brodzimy w ciemności. Mark Kiliam propaguje nową rzeczywistość na zlecenie rządu i w dobrej wierze: to my jesteśmy decydentami, wystarczy po prostu pewnych rzeczy nie kupować, zmuszając tym samym korporacje, żeby produkowały tak, by sprostać oczekiwaniom klientów. Nasze codzienne decyzje konsumenckie są bardzo ważne, ale nie załatwią problemów, które już istnieją. Przekroczyliśmy linię, której nie wolno było nam przekraczać. Naukowcy badający atmosferę uważają, że teraz możemy już tylko odsunąć moment katastrofy. Zadaniem powieściowego Marka jest lansowanie nowych mód – prozdrowotnych, proobywatelskich. W końcu orientuje się, że został oszukany. Zaskakujące dla czytelnika może być to, skąd przychodzi to oświecenie, ta jasność. I kto to wszystko nakręca.

Powieść „Jasność” już ukazała się na rynku. Jakie są teraz plany Mai Wolny?

Maja Wolny – Chciałabym poprowadzić cykl warsztatów literacko – ekologicznych dla młodzieży pod hasłem „I nic nie będzie już takie jak przedtem”. Będą one polegały na pobudzeniu wyobraźni, bo wyobraźnia jest tu kluczowa. Chodzi o to, by wyobrazić sobie świat po apokalipsie. Jak na przykład wyglądałoby życie, gdyby wyginęły wszystkie pszczoły? Zadaniem uczniów będzie napisanie na ten temat krótkiego tekstu w formie dowolnej. Może to być na przykład ogłoszenie prasowe: „Poszukuję robotników do ręcznego zapylania drzew”. W szkole jest mnóstwo miejsca na przeszłość, a nie ma w ogóle miejsca na przyszłość. Ja chciałabym ich do takiej refleksji zachęcić. To będzie zaangażowanie z mojej strony, żeby moja „Jasność” przydała się w codziennym życiu społecznym. Już zgłosiły się do mnie pierwsze szkoły.

W ramach promocji książki w październiku planowana jest duża dyskusja z udziałem specjalistów z zakresu nauki o klimacie, gdzie moje poznanie intuicyjne zmierzy się z tym, co mówi nauka. 

Nad czym Pani pracuje teraz, po „Jasności”?

Maja Wolny – Tym, którym spodobał się „Powrót z Północy” i tym, którzy lubią powieści podróżnicze, mam nadzieję, że spodoba się moja nowa książka, nad którą obecnie pracuję „Pociąg do Tybetu”. Odkryłam, że istnieje droga kolejowa z Warszawy do Lhasy i właśnie w taką podróż wyruszam krótko po premierze „Jasności”. To będzie książka non fiction, która dla mnie samej jest taką kontynuacją tematów poruszanych zarówno w „Powrocie z Północy” jak i w „Jasności”. Z Dachu Świata, jak często nazywa się Tybet, widać zdecydowanie więcej. A więc wjeżdżam  pociągiem na Dach Świata. Chcę zobaczyć, co jeszcze da się ocalić…

Z czytelnikami w Kazimierzu Maja Wolny spotka się 16 listopada w Kazimierskim Ośrodku Kultury KOKPiT.

 

Maja Wolny w podróży. Pozdrowienia dla Czytelników>>>

Skomentuj



Zobacz także

Najbliższe oferty specjalne

Zaplanuj razem z nami świąteczny wyjazd do dowolnego miejsca w Polsce. Poznaj oferty specjalne noclegów na Wigilię i Boże Narodzenie 2019.
Planujesz wyjazd Sylwestrowy 2019/2020? Szukasz korzystnego miejsca noclegowego? Daj się porwać szaleństwu sylwestrowej nocy. Sprawdź ofertę obiektów noclegowych, w których z radością przywitasz...
Pokaż stopkę