Lektura na weekend: Rekonstrukcja krajobrazu

Skomentuj (2)

"W jabłko - jak mawiał Johann Wolfgang Goethe - trzeba się wgryźć”. I Ewa Pisula Dąbrowska za radą niemieckiego poety wgryza się... w historię pewnego miejsca w Plebance. Jakiego? O tym kolejny rozdział jej książki "Dwa brzegi ponad tęczą".

„O różach można pisać wiersze, ale w jabłko trzeba się wgryźć”. Johann Wolfgang Goethe

Rozmowa zaczęła się na poprawinach wesela Peli i Pawła (zwanego Ryżym). Stryj opowiadał nam o zapasach jabłek na zimę. Tak jak babcia lubi codziennie zjeść jedno obrane jabłuszko. „A kosztele z kopca zebrałeś?”, zapytałam, i tak się zaczęło o kopcu.

Kopiec to rodzinna parcela położona w wąwozie Plebanka. Charakterystyczna, bo z fi gurą — krzyżem na rozwidleniu dróg. Odziedziczyła go babcia Zosia wraz ze stojącym na nim krzyżem w latach dwudziestych, po swoim ojcu Janie Zakrzewskim. Krzyż w 1944 roku wycięli Rosjanie razem z czterema wysokimi brzozami
rosnącymi wokół niego. Cięli wtedy wszystko, bo potrzebne było do przeprawy przez Wisłę. Wycięli też parę hektarów dziadkowego lasu, zostawiając kikuty na wyso kości trzymanej piły. Dziadek łzami płakał, jak taki okaleczony zobaczył.

Zaraz po wojnie dziadek Wacław postawił w Plebance nowy krzyż i obsadził go kasztanami.

Jak byłam mała, na początku lat sześćdziesiątych uczestniczyłam w jego wymianie. Pamiętam, jak nas wtedy gromadę dzieci przeganiali: nie kręćcie się tu, idźcie na górę na poziomki. Kolejny krzyż stawiał z chłopami mój mąż, zaraz po naszym ślubie na początku lat osiemdziesiątych. Gdy po paru latach ktoś wyciął krzyż i jednego kasztana, naprawił go pan Matyka. Zaraz potem wyzdrowiał jego synek. I taki połatany, trochę krótszy u podstawy, stoi do dziś wśród trzech kasztanów.

— A wiecie, że przed wojną ten krzyż miał dwa ramiona — powiedział stryj.

— Jak to dwa? Jak ten za Farą?

Stryj nie pamiętał, czy krzyż miał dwa równe ramiona, ale pamiętał, że miał dwie równoległe poprzeczki.

Kiedy następnego dnia włączyłam laptopa i przeczytałam wszystko, co dostępne w necie na temat heraldyki krzyży, dowiedziałam się, że krzyż ma około 300 symboli.

Wracając do naszego z Plebanki dwuramiennego, ustaliłam, że najprawdopodobniej był to krzyż karawaka, krzyż św. Benedykta, zwany cholerycznym. Krzyż ten uchodził za cudowny środek chroniący od morowej zarazy. Stawiany był przy drogach wjazdowych do miast, jako ochrona przed zarazą albo jako dziękczynne wotum za uratowanie od śmierci.

Karawaka trafi ły do Polski z Włoch w XVI wieku, ale wywodzą się z Hiszpanii. W Polsce te krzyże miały dwie poprzeczki, często równej długości, na których umieszczano modlitwę. Patronem tych krzyży jest św. Benedykt. Jego postać łączy się szczególnie z naszym losem. Właśnie on założył klasztor na Monte Cassino w 529 roku. Według modlitwy ten święty chroni dobro na granicy czasów, gdy nadchodzi kres danego porządku, gdy zbliża się nieznane.

Karawaki, jako ochrona od zarazy, stały się popularne w całej Europie. Stawiano je jeszcze w XX wieku, zwykle na rozstajach dróg.

Ten w Plebance właśnie tak jest usytuowany — na rozstaju dróg, tuż za miastem.

I już prawie wszystko było dla mnie jasne, lecz gdy wstukałam w Googlach hasło „krzyże choleryczne”, na chwilę oniemiałam. Otóż krzyże te stawiano też w miejscu, gdzie w zbiorowych mogiłach chowano zmarłych na cholerę. Takim zmarłym nie stawiano nagrobków.

I ta informacja spowodowała, że zaczęłam zastanawiać się nad tym, dlaczego mój dziadek dwuramienny krzyż zamienił po wojnie na jednoramienny. Czy kopiec mógł być takim miejscem? Dziadkowie i ich sąsiedzi to miejsce uprawiali. Pamiętam, jak rosło tam zboże, a potem sad. Mama wspomina, jak będąc ze mną w ciąży w siódmym miesiącu, podbierała na kopcu, pomagała w czasie żniw. Inna sprawa, że uprawiano ten kopiec na górze.

Gdy podzieliłam się z ojcem wiedzą na temat krzyży karawaka i zapytałam go, czy wie, gdzie chowano zmarłych po morze w 1707, 1855 roku, po namyśle powiedział:

— Na cmentarzyku w obejściu Fary, na wzgórzu zamkowym, ale już w czasie hiszpanki w 1918 roku to na cmentarzu parafi alnym. Na pewno w czasie zapowietrzenia chowano zmarłych w zbiorowych mogiłach, dziadek Walerek mi o tym mówił.

— A możliwe, że na kopcu, no bo ten krzyż?

— Pamiętam, że ojciec sprawdzał ten kopczyk na kopcu, bo dziadek Walerek utrzymywał, że pochowano tam powstańców listopadowych.

Gdy opowiedziałam o swoich wątpliwościach związanych z kopcem i krzyżem mojej kazimierskiej przyjaciółce Beacie, historykowi sztuki, powiedziała:

— Zajrzę do książki Teodorowicz-Czerepińskiej*, może tam coś o tym będzie, gdzieś ją mam na strychu, poszukam.

Po jakimś czasie zajrzałam do niej sama i przekonałam się, że ojciec miał rację. Innych miejsc pochówku ta publikacja nie wymienia, ale odsyła do innej, a mianowicie do publikacji Kazimierza Parfi anowicza, "Cmentarze Kazimierza Dolnego" (maszynopis 1976). Na razie do niej nie dotarłam.

Nadal więc nie wiem, czy krzyż w Plebance był wotywny, chroniący czy informujący. Czy leżą tam powstańcy listopadowi? Źródła historyczne podają, że 18.04.1830 pod Kazimierzem w wąwozach stoczyła się walka, którą kosynierzy przegrali. Poległo w niej wielu powstańców, a wśród nich 22-letni hrabia Juliusz Małachowski.
W miejscu jego śmierci, w prostej linii, może 300 metrów od kopca, postawiono mu pomnik. Gdzieś musiano pochować powstańców poległych w tych wąwozach, może rzeczywiście na kopcu? Może nazwa „kopiec”, która pozostała w rodzinie, pochodzi od tego małego kopczyka za krzyżem? Może pradziadek Walerian (zm. w 1958 r.) dobrze wiedział od ojca Franciszka (1852–1927), a ten od swojego ojca Jakuba, urodzonego w 1831 roku, że tam pochowano powstańców. Wszyscy oni tu się urodzili, żyli, zmarli. Wierzę w przekazy rodzinne.

Ale czy potrzeba to weryfi kować i burzyć spokój śpiącym?

Ojciec mówi, że nie.

„Niech śpią i śnią”, uzasadnia.

A zaczęło się od jabłek na kopcu na poprawinach wesela Peli i Ryżego. A poniosło w różne strony: w przeszłość i w przyszłość.

A w przyszłość dlatego, że zrodziła się wątpliwość, czy przy kolejnej rekonstrukcji krzyża trzeba mu zwrócić drugą poprzeczkę.

Ojciec twierdzi, że stawiając krzyż zaraz po wojnie, dziadek na pewno uzgodnił jego kształt z księdzem Hipolitem Boratyńskim, bo się przyjaźnili.

Kto teraz doradzi?

A zaczęło się od jabłek na kopcu na poprawinach wesela Peli i Ryżego...

PS: W międzyczasie, gdy ten tekst sobie leżał i czekał na swój czas, z tamtych weselnych życzeń urodził się młodej parze chłopczyk. Niecałe dwa miesiące po tym weselu odprowadziliśmy stryja na górkę. Zaraz po weselu Gosia i Piotrek razem ze stryjem Antonim rozwieźli po kapliczkach, fi gurach, ołtarzach kwiaty ślubne. A potem w czasie mszy żałobnej Piotrek odczytał stryjowi Antoniemu epitafium. Brat gwardian, który mszę prowadził, dyskretnie otarł łzę. Bo te kwiaty dla przybrania ołtarza w klasztorze przywieźli mu wtedy razem.

Stop. Minęło od tamtej pory półtora roku. Gosia i Piotrek czekają na swoje pierwsze dziecko. Wiedzą, że to będzie chłopczyk, i mówią do tego zalążka życia Antoś.

Życie miga. Umiera i się rodzi. A fi gura, ta w Plebance, jak stała, tak stoi.

*Jadwiga Teodorowicz-Czerepińska, Kazimierz Dolny. Monografia Historyczno-Urbanistyczna, Towarzystwo Przyjaciół Kazimierza, Kazimierz 1981.

 

Skomentuj


Dodane komentarze (2)

  • pijany znad Grodarza
    Zastanawiam się, kiedy to Rajcy NASI usiądą razem, usiądą nie kłócąc się, usiądą pozostawiając WIELKĄ politykę poza salą obrad i postanowią,, że Najwyższa to pora, by uhonorować Panią Ewę Pisulę Dąbrowską . Czym Ją uhonorować?. "Zasłużony dla m. Kazimierza Dolnego" wydaje się NATURALNYM, ale czy tylko?
  • Ab-Z
    Jeszcze w latach sześćdziesiątych zaraz za krzyżem rosło zboże,natomiast w okolicach tzw.kopca jako chłopcy chodziliśmy zbierać proch,czasem znalazło się medalik z czasów powstań.

Zobacz także

Najbliższe oferty specjalne

Przyszłości nie przepowiadamy, ale możemy pomóc Ci zorganizować niezapomniany wyjazd Andrzejkowy. Sprawdź naszą ofertę noclegową przygotowaną specjalnie na Andrzejki 2020.
Zaplanuj razem z nami świąteczny wyjazd do dowolnego miejsca w Polsce. Poznaj oferty specjalne noclegów na Wigilię i Boże Narodzenie 2020.
Pokaż stopkę