Ich miejsce na ziemi

Skomentuj (12)

zobacz więcej (32)

Na ulicy Nadrzecznej stoi charakterystyczny, widoczny z daleka,  piętrowy dom z białego kamienia. To willa Kujawskich. W tym roku mija 140 lat od daty urodzin jej pierwszego właściciela, który wybudował ją na gniazdo swojej rodziny. Kim był Kazimerz Kujawski?

- Trudno mi powiedzieć, dlaczego ojciec – warszawianin z urodzenia – wybrał Kazimierz – mówi Maciej Kujawski. – Być może wędrując po Lubelszczyźnie, dostrzegł jego piękno, ukochał je i dlatego postanowił wybudować tutaj dom?

W rodzinnym albumie Kujawskich małe zdjęcie ukazuje widok z góry od strony ulicy Nadrzecznej. Nad ulicą Lubelską ponad nielicznymi zabudowaniami widać zadbane pola uprawne. Pod zdjęciem podpis: Kazimierz Dolny, rok 1900. To tu, w miejscu zwanym Drabową Górą lub Górą Wymysłów, na gruntach zakupionych od Trojanowskich lub Nowakowskich zacznie wkrótce powstawać drewniany domek, w którym od wiosny do jesieni zamieszkiwać będzie rodzina Kujawskich.

Kazimierz Józef Rafał Kujawski herbu Rawicz, rocznik 1874, był kandydatem nauk przyrodniczych Uniwersytetu Warszawskiego, posłem na II Sejm Rzeczypospolitej Polskiej (1922 – 27), założycielem i dyrektorem Szkoły Ziemi Mazowieckiej w Warszawie (1905-1925) – potem Gimnazjum i Liceum Męskim „Studium”, aż do września 1939 roku.

- Początkowo ojciec nie mógł sobie pozwolić na kupno większej ilości ziemi – wspomina Maciej Kujawski, młodszy syn Kazimierza. – Z czasem dokupywał dalsze fragmenty, na których zakładał kolejno: sad czereśniowy, sad jabłoniowy, żywopłot morwowy z myślą o hodowli jedwabników, chociaż kokony nigdy nie zostały rozwinięte na włókno. Pozostałości sadu czereśniowego jeszcze się zachowały na tyłach Domu Dziennikarza wybudowanym na terenie należącym niegdyś do Kujawskich.

Następne zdjęcie z 1910 r. pokazuje budowę fundamentów domu tworzonych z kamienia wapiennego pochodzącego z kazimierskich kamieniołomów.

- To był dom letniskowy – wspomina Maciej Kujawski. – Zimy spędzaliśmy w Warszawie, a wczesną wiosną, w maju, ojciec zabierał mnie wraz ze starszym o dwa lata bratem Bolesławem i jechaliśmy do Kazimierza – raz nawet statkiem! – rozciągając trochę terminy wakacji. Do warszawskiego mieszkania w Alejach Jerozolimskich wracaliśmy dopiero, gdy zaczynała się jesień. Ojciec przyjeżdżał do Kazimierza co sobotę – z Warszawy do Puław pociągiem, a z Puław autobusem – pamiętam, że witaliśmy go zawsze na Rynku koło studni. Przez weekend przebywał w Kazimierzu, a potem wracał do Warszawy, do swoich obowiązków zawodowych.

Te wspólne z ojcem weekendy w Kazimierzu Maciej Kujawski wspomina z nostalgią...

- Zwykle maszerowaliśmy z ojcem na plażę, przez całe lata – a lata wtedy były prawdziwie upalne, gorące. Plażowaliśmy, kąpaliśmy się w Wiśle, woda wtedy była jeszcze czysta, a ojciec uczył mnie i Bolka pływania... – mówi Maciej Kujawski. – Natomiast mama – Zofia Kujawska – zajmowała się utrzymywaniem całego gospodarstwa w doskonałym porządku, przygotowywała posiłki, desery, wydawała dyspozycje: co kupić, co przynieść z targu, czego jeszcze brakuje...

Szczególną atrakcją co jakiś czas były także iluminacje w przydomowym ogrodzie. Kazimierz Kujawski – chemik z wyksztalcenia – przygotowywał tzw. ognie bengalskie.

- Z długich rynienek z papieru gazetowego, do których ojciec wsypywał związki strontu i irydu zmieszane z saletrą, po odpaleniu wystrzeliwały w niebo kolorowe, świetliste pióropusze – wspomina Maciej Kujawski. – Zdarzyło się pewnego razu, że zajechała do nas na sygnale straż pożarna w poszukiwaniu pożaru – wspomina Maciej Kujawski – ale ojciec uspokoił, że nie ma niebezpieczeństwa.

Kazimierz Kujawski spędzał czas w Miasteczku nie tylko z rodziną.

- Ojciec utrzymywał bliskie kontakty z władzami magistrackimi, z burmistrzem Ulanowskim, z notariuszem Jerzmanowskim – wspomina Maciej Kujawski. – Znacznie przyczynił się do odbudowy ciągu ulicy Senatorskiej wraz z Kamienicą Celejowską; przyczynił się do budowy Łaźni zaprojektowanej przez architekta Koszczyc-Witkiewicza; wspomógł budowę szkoły mechanicznej opodal ulicy Nadwiślańskiej oraz rozbudowę szkoły powszechnej przy ulicy Lubelskiej, potem Szkolnej.

Z inicjatywy Kazimierza Kujawskiego zajęto się także górującą nad Miasteczkiem Basztą.

- Zaistniała taka sytuacja, że kamień z murowanej baszty był podbierany przez okolicznych, albo i nieokolicznych mieszkańców, do budowy ich własnych siedzib. Baszta groziła wręcz zawaleniem! Ojciec spowodował, że ubytki zostały uzupełnione (pod nadzorem majstra Pielaka), a wokół Baszty wykonano murowany, wyokrąglony pierścień fundamentowy o wysokości 1,5 m, który opasał i wzmocnił całą Basztę. W tym pierścieniu osadzono napis „Szanuj pamiątki” wykonany z granitowych kamieni. - Ślady tego napisu można dostrzec pewnie jeszcze dzisiaj – mówi Maciej Kujawski. – Kilkanaście lat temu widziałem jeszcze fragmenty liter wmurowanych przez ojca w ten fundament!

Marzeniem Kazimierza Kujawskiego było wybudowanie w Kazimierzu dużego domu rodzinnego.

 - Ojciec upodobał sobie w myślach, że w Kazimierzu musi powstać nowy murowany dom zimowy, który będzie siedzibą rodziny w szerokim pojęciu – najbliższej i dalszej, naszych wszystkich krewnych i bliskich – i postanowił go wybudować. Przez całą zimę i wiosnę z kamieniołomów kazimierskich przywożony był przez Kubisiów furmankami kamień wapienny. I zaczął powstawać dom. Został on zaprojektowany przez architekta Włodzimierza Fąfrowicza.

W tej willi jednak Kazimierz Kujawski nie zdążył zamieszkać. Wybuchła wojna. Warszawskie mieszkanie wraz z całym dobytkiem zostało całkowicie zniszczone, co zmusiło rodzinę do osiedlenia się na lubelskiej prowincji na stałe. Budowa nowego murowanego domu została przerwana w fazie wykończeniowej.

W tym okresie Kujawscy utrzymywali się w Kazimierzu z uprawy ziemi – siali żyto, jęczmień, owies, sadzili ziemniaki, uprawiali jabłka i czereśnie. Prowadzili także niewielką fermę kurzą pod opieką Państwowego Instytutu Naukowego Gospodarstwa Wiejskiego w Puławach.

- Każda nasza kura miała pod skrzydłem plastikowy znaczek i numer – wspomina Maciej Kujawski – jajka, opisywaliśmy i odwoziliśmy do Puław do wskazanego punktu skupu, za co dostawaliśmy cukier, który był wtedy bardzo poszukiwanym towarem.

Wydawałoby się, że Kazimierz stał się dla rodziny Kujawskich bezpieczną wojenną przystanią. Może i tak było. Do 1941 r.

- To było wczesną zimną wiosną, po ciężkiej zimie – wspomina Maciej Kujawski. – W środku nocy rozległo się gwałtowne pukanie o drzwi. Pamiętam, jak tata – nocowaliśmy wtedy w jednym pokoju – zapytał się: Kto tam? O co chodzi? W odpowiedzi odezwał się mocny glos: To ja, D. – Znaliśmy państwa D., moja mama była w kontakcie z żoną pana D., który był w Kazimierzu komendantem granatowej policji, ojciec by inaczej nie otworzył. – Wtedy ojciec usłyszał od niego: Proszę się ubrać, rzeczy osobiste zostawić, jest pan przeznaczony do aresztu. Tej nocy aresztowano około 18 osób, m.in. kazimierskiego lekarza medycyny, lekarza weterynarii, notariusza, burmistrza i innych...

Maciej Kujawski ostatni raz zobaczył ojca następnego dnia rano. Gdy tylko się rozwidniło, Zofia Kujawska wraz z synami poszła na Rynek do kazimierskiego ratusza, gdzie Kazimierz Kujawski stał za kratami wraz z innymi aresztowanymi. Po kilku godzinach pojawiły się niemieckie samochody z funkcjonariuszami Gestapo. Aresztowani zostali wywiezieni – jak się później okazało – na Zamek Lubelski.

- O losach ojca nie wiedzieliśmy nic więcej, póki nie naszedł list z obozu zagłady Auschwitz. Listy z Oświęcimia pisane na specjalnych formularzach, oczywiście w języku niemieckim, nadchodziły niemal przez rok. Niektóre z nich miały wycięte fragmenty zdań, bo cenzura nie pozwalała na przesłanie wszystkich wiadomości, które ojciec pisał – mówi syn.

Wiosną następnego roku listy przestały przychodzić. Nadszedł za to telegram. Telegram z obozu z datą 15 marca 1942 r. odebrał właśnie kilkunastoletni Maciej Kujawski, bo to jego zadaniem było przynoszenie poczty ze skrzynki nr 44 w Kazimierzu. Treść była krótka i jednoznaczna: EHEMANN VERSTORBEN - der KOMANDANT (Mąż zmarł - Komendant).

- Nosiłem ten telegram przez długie kilka dni przy sobie, nie mając odwagi pokazać go mamie – mówi Maciej Kujawski. – Pewnego dnia urzędniczka na poczcie spytała moją mamę: Co pani tak beztrosko sobie spaceruje, przecież był telegram o śmierci pani męża! – W ten sposób mama się o tym dowiedziała…

Kujawscy po zakończeniu wojny wyjechali z Kazimierza. Maciej osiadł we Wrocławiu, Bolesław w Warszawie, a ich dzieci w różnych miejscach świata – od Francji po Kanadę. W murowanej willi, po jej sprzedaniu, zamieszkali państwo Jaszczyńscy, ale domek letniskowy nadal był miejscem letnich spotkań całej rodziny, aż do chwili ostatecznego sprzedania całej posiadłości w roku 1971.

Na cmentarzu kazimierskim na Wietrznej Górze w grobowcu rodzinnym umieszczono urnę z symbolicznie pobranymi spod bloku 11 w Auschwitz prochami Kazimierza Kujawskiego; w 1977 roku pochowano tam Zofię, żonę Kazimierza, a trzydzieści lat później ich starszego syna Bolesława.

- W przyszłości i dla mnie znajdzie się tam miejsce – dodaje Maciej Kujawski.

Z inicjatywy zamieszkałych w Polsce i za granicą wnuków i prawnuków Kazimierza i Zofii w 2005 roku odbył się zjazd rodzinny Kujawskich. 

- Kilkadziesiąt osób wypełniło gwarem, radością, wspomnieniami najstarszych i wzruszającymi opowieściami ich dawny letniskowy dom. Wynajęty na kilka dni dzisiejszy pensjonat pękał w szwach, tym razem spano tu nawet na korytarzach - wspomina wnuczka Kazimierza Kujawskiego, córka Bolesława Joanna Kujawska - Drozdowska.

 

Co przyciągnęło tutaj tych ludzi rozrzuconych po świecie? Kazimierz Dolny. Bo Kazimierz jest dla rodziny Kujawskich symbolicznym domem, ich miejscem na ziemi.


Fot. Z archiwum rodziny Kujawskich

 

Skomentuj

Przeciągnij i upuść zdjęcia, lub kliknij

Jak chcesz dodać komentarz?

lub

Podpisz się, aby dodać komentarz

Jak chcesz dodać komentarz?

lub

lub zarejestruj się


Dodane komentarze (12)

Mapa


Zobacz także

Najbliższe oferty specjalne

Przyszłości nie przepowiadamy, ale możemy pomóc Ci zorganizować niezapomniany wyjazd Andrzejkowy. Sprawdź naszą ofertę noclegową przygotowaną specjalnie na Andrzejki 2017.
Zaplanuj razem z nami świąteczny wyjazd do dowolnego miejsca w Polsce. Poznaj oferty specjalne noclegów na Wigilię i Boże Narodzenie 2017.
Pokaż stopkę