Tatar z Kazimierza

Skomentuj (20)
Ona. Zuzanna Ndlovu. On. Hózman Mirza Sulkiewicz. Jeszcze czteroletni Franek. I dwuletnia Aniela. Zakręcona rodzinka z… zuluskimi i tatarskimi korzeniami. Z romantyczną miłością w tle.

Imię i nazwisko: Robert Hózman Mirza Sulkiewicz. Wzrost: średni. Znaki szczególne: przenikliwe spojrzenie, bitna natura i fantazyjna bródka. Na co dzień, wraz z żoną, właściciel kultowego "Fryzjera” w Kazimierzu nad Wisłą. Codziennie rano, przy barze i z nieodłącznym laptopem, namiętnie studiuje historię polskich Tatarów. - Pierwsza miłość Mickiewicza - Maryla Wereszczakówna, późniejsza hrabina Putkamerowa. Tatarska krew. Naczelnik Tadeusz Kościuszko. Po matce - tatarska krew. Co znaczy tatarska krew? Uczciwość, uczynność, stałość w przyjaźni. Żaden z Tatarów, co stwierdził Tadeusz Czacki, nigdy nie był szpiegiem lub zdrajcą - mówi z dumą Robert.

Franek marzy o Bożence

Nie może usiedzieć na miejscu. Rano przytula się do smagłej żonki, by choć trochę jej ciepła zabrać ze sobą do "Fryzjera”. Pogada z Frankiem. Przytuli Anielkę. I leci do roboty. Dziś będzie wędził półgęski. Też z tatarskim rodowodem. Wypije colę. I wymyśli coś nowego. Na przykład "Strunę”. Dla Franka. "Struna” to bohater "Ekstradycji”. Czyli Dariusz Jakubowski. Znany także z serialu "Na dobre i na złe”. Wystąpił w "Porankach czytankach”. Knajpa "U Fryzjera” pękała wtedy w szwach.

- Chciałem zrobić coś dla dzieciaków. Bez pieniędzy. Zadzwoniłem do "Struny”. Przyjechał za strawę i spanie. Franek był zachwycony.

Teraz gościem dzieciaków z Kazimierza będzie Andrzej Zieliński. Czyli doktor Pawica z serialu "Na dobre i na złe”.

- Franek marzy o Bożence. Czyli Edycie Jungowskiej. Działamy - śmieje się Robert.

Pradziadek, który uratował Piłsudskiego

Sulkiewicze mają na Powązkach w Warszawie swoje kurhany. W jednym z nich pochowano Aleksandra Sulkiewicza. Bohatera narodowego Tatarów polskich.

- W 1892 roku mój pradziad poznał Józefa Piłsudskiego. Nawiązała się między nimi serdeczna przyjaźń. Został jego najbliższym współpracownikiem - opowiada Robert. I z uwagą studiuje losy Aleksandra. Który zasłynął z przygotowania brawurowej ucieczki Józefa Piłsudskiego z petersburskiego szpitala imienia Mikołaja Cudotwórcy w maju 1901 r. Zginął 18 września 1916 roku, na polu bitwy pod Sitowiczami nad Stochodem, niosąc pomoc rannemu porucznikowi Adamowi Kocowi. - To jest właśnie tatarska krew - mówi z zadumą Robert.

Najpierw w Kazimierzu zakochał się Michał

Czyli ojciec Roberta.
W 1956 roku Michał Hózman Mirza Sulkiewicz miał osiemnaście lat i po raz pierwszy przyjechał do Kazimierza nad Wisłą.

- Urocze krzywe domki z przybudówkami dolepianymi przez lata i drewnianymi werandkami, letnie kuchnie i piwniczki w cieniu włoskich orzechów sprawiły, że uznałem to miejsce za raj. Było ciepło i cicho, pachniało dymem z podwórkowych suszarni - wspomina znakomity scenograf filmowy i dekorator wnętrz, historyk sztuki, który dziś ma za sobą realizację 50 filmów.

- Ojciec zasłynął wśród aktorów ze znakomitych nalewek, a jego sławną wiśniówkę pili ci najsławniejsi. Nalewki robi od kilkudziesięciu lat. Wykazuje anielską cierpliwość - opowiada Robert.

Dziś w Kazimierzu wiśniówkę według przepisu Hózmana, z etykietą zaprojektowaną przez Daniela de Tramecurta robi pan Krzysio. Na butelce widnieje rysunek słynnej kazimierskiej studni. Z tym że pod daszkiem z gontu zamiast studni jest wisienka...

Potem Robert zakochał się w Zuleńce

Robert Sulkiewicz. Od zawsze w Warszawie. Babcia przez 17 lat mieszkała na Zamku Warszawskim. Jej ojciec był kustoszem muzeum. Robert najpierw został czeladnikiem pracowicie wyrabiającym stemple i pieczątki. Następnie został towarzyszem sztuki drukarskiej. Do dziś ręczny skład i stare czcionki nie mają dla niego tajemnic. Chciał wyjechać do Stanów. Nie wyjechał. Został kelnerem. W klubie Stowarzyszenia Filmowców "Ściek”. Następnie pracował u Marcina Kręglickiego w Mekongu. Został menedżerem pubu John Bull. Trzynaście lat temu poznał smagłą i piękną Zuzannę. Zakochał się na zabój.

Orły górą

Po Zuleńce jego drugą miłością są Orły Kazimierz. Od powstania działa w klubie, kibicuje, szuka sponsorów. Seniorzy Orłów po przerwie zimowej rozpoczęli treningi. Trochę później niż zwykle, lecz z nie mniejszym zapałem. Pod wodzą nowego szkoleniowca i pod okiem nowego prezesa. Pierwsze sparingi w Zimowym Turnieju o Puchar Starosty Puławskiego.

- Jednak nasi zawodnicy pokazali, że ambicji im nie brakuje. Rozgromili C-klasowców 9:0 i pokonali w ostatnim meczu eliminacji juniorów Wisły 3:0, zajmując tym samym pierwsze miejsce w grupie - raduje się Sulkiewicz.

Co dobre? - Czeburieki

Rano? - Dla cierpiących po szaleństwach poprzedniego wieczoru "Chory kotek”. Czyli Alkasel-
tzer, żurek i kwas z ogórków.

Dziś Zuzanna i Robert Sulkiewiczowie, pracujący przedtem w kazimierskim "Grillu” Janusza Michalaka, są właścicielami knajpy "U Fryzjera”, stylizowanej na stary szynk.

- A dlaczego "U Fryzjera”? Mieszkańcy Kazimierza zawsze będą kojarzyć to miejsce z zakładem pana Jakubowskiego, gdzie strzygli się i czesali przez wiele lat. Wbrew pozorom, nie golimy z pieniędzy - śmieje się Robert.I staje za stołem, by przyrządzić mi "ajercwibele”.

- Siekasz osiem jaj na twardo, dodajesz drobno posiekaną cebulkę, łyżkę roztopionego tłuszczyku gęsiego, sól i biały pieprz.

Próbuję. Jakież to dobre.

Jeszcze lepsze są tylko czeburieki. Duże, tarskie pierogi pełne soczystego, siekanego mięska. Jak ugryziesz, sok tryska na język.

• Powiedz mi coś o swojej żonie.

- Jest troszeczkę młodsza niż ja i dużo rozsądniejsza. Dzięki jej mądrości tworzymy tak szczęśliwą rodzinkę. Brakuje nam tylko swojego miejsca w Kazimierzu, ale to już niedługo...
Oryginalna i egzotyczna uroda? Nie zaprzeczę, że jest piękną kobietą, ale pięknych kobiet jest wiele, a mądre i piękne zdarzają się niezwykle rzadko... Ufff - kończy Robert.


Waldemar Sulisz

Skomentuj


Dodane komentarze (20)

  • db (gość)
    uwielbiam tę knajpkę i jak mówi właściciel niejest zbyt drogo tylko,że bardzo trudno tam o miejsce no i to czekanie ...
  • elka (gość)
    No proszę,jaka zawiść!Misiek,zwróć uwagę na swoją ortografię!Guru siedzi na kanapie tylko podczas ważnych zebrań.
  • Złośliwiec (gość)
    Tatar z wołowiny - bardzo smaczny. Z łososia i śledzia też niezły. Ale z Kazimierza?
  • mniej czujne ale... (gość)
    Pozdrawiam Cię wielbicielu baru.
  • Anonim (gość)
    A Karol to wszystkich tylko poucza co i jak pisać na forum co by było grzecznie i obyczajnie.
  • karol (gość)
    Panie Bywalec - najprościej to kmuś dyktować co ma zrobić, albo jak i kedy ma to uczynić!!! A może zacznijmy od siebie? Co Pan na to????

    "Wolność Tomku w swoim domku" - dla pana Sułka!!!
  • Bywalec (gość)
    Mógłby wreszcie ten Tatar ruszyć się nieco - od czasu do czasu - z tej pięknej kanapy. To zapewne szybciej zrzuciłby zbędne kalorie - a może by tak odśnieżyc kawałeczek uroczego kazimierskiego rynku, albo boisko - skoro tak się kocha kazimierskie Orły?
  • Anonim (gość)
    A w lustrze odbił się fotograf z aparatem! A ściślej górne partie fotografa.
  • czujne oko (gość)
    piękna kanapa
  • Anonim (gość)
    Szkoda tylko, ze korzeni trzeba szukac na internecie.....
  • misiek (gość)
    Artykól jest super no i historia panstwa Sulkiewiczów tez! Znam ich troche ale o takim pochodzeniu Roberta nie slyszalem ! Brawo TATAR !
  • edek kremek (gość)
    przerost formy nad trescia
  • Kot Bonifacy (gość)
    EEEEE no...Roberto poza jak w sesji zdjeciowej :-) Jak zaczalem czytac i pisali o tatarach ze szukasz w necie to myslalem ze chodzi o mięsko hehe ;-) Pozdrawiamy Was z "zachodu"!!!Do zobaczenia!!
  • życzliwy (gość)
    Co to za Tatar, który nie pracuje, tyko się na sofie wyleguje. Chyba jakaś "podróbka", nie mylić ze smakowitymi podrobami w Knajpie u Golibrody... Ha, ha, ha - ale śmieszne...
  • Anonim (gość)
    pieknie napiasny tekst, cudo ! "wlasciciel kultowego (???) fryzjera" poezja ;-) niemniej pozdrawiam Robercie.
  • Anonim (gość)
    Tatarscy jeńcy zamieszkiwali Dobre!!!!a nie Męćmierz
  • karol (gość)
    Pierwsza miłość z wiatrem gna, z niepokoju drży .Druga miłość życie zna i z tej pierwszej drwi. A ta trzecia jak tchórz w drzwiach przekręca klucz i walizkę ma spakowaną już.
  • stare żądło (gość)
    Balon rośnie, że aż strach, przebrał miarę, no i ....?!
  • Anonim (gość)
    Tak, tak wszyscy wiemy, ze zuza jest najmadrzejsza
  • zbig. (gość)
    Wydaje mi się, że jest w Kazimierzu więcej rodzin z tatarskimi korzeniami. Dawno temu słyszałem od rodowitych Kazimierzaków , że wioskę Mięćmierz ( przed laty, przez niektórych, nazywaną Jęćmierzem) zamieszkiwali jeńcy tatarscy, którzy pozostali na zawsze w Kazimierzu. Nie chcę wymieniać nazwisk, ale znałem kilka osób ( których rodziny wywodziły się z Mięćmierza, lub okolic kamieniołomów) o charakterystycznych rysach , niezwykle ciemnej karnacji, czarnych wąskich oczach. Aktualnie wyrazistośc tych cech "rozwodniona" została przez słowiańskie małżeństwa, ale... Może warto poszukać tych tatarskich korzeni.

Zobacz także

Najbliższe oferty specjalne

Poniżej znajdziesz listę obiektów gotowych udostępnić miejsca noclegowe dla osób z Ukrainy, szukających schronienia w naszym kraju. Skontaktuj się z właścicielem obiektu i uzgodnij szczegóły....
Komunia Święta to wyjątkowy dzień dla każdego dziecka i jego rodziny. Chcemy Ci pomóc w organizacji tego wydarzenia. Jeżeli szukasz ofert noclegowych czy sal, to dobrze się składa, bo mamy takie.
Pokaż stopkę