Powstanie Warszawskie. Pamiętamy!

Skomentuj (2)

zobacz więcej (7)

Zawyła syrena. Kazimierz chwilą ciszy upamiętnił bohaterów Powstania Warszawskiego.

„Polacy! Walka zbrojna o wyzwolenie stolicy rozpoczęta! […] Niech żyje Polska niepodległa!” – pamiątkowe ulotki takiej treści wraz z tekstami piosenek powstańczych Marcin Pisula nauczyciel historii w miejscowym Gminnym Zespole Szkół i radny Rady Powiatu Puławskiego wręczał kazimierzakom i turystom zebranym pod studnią dla uczczenia rocznicy Powstania Warszawskiego.

- Chcieliśmy upamiętnić Powstanie Warszawskie. Nie wchodzimy w politykę. Nie wchodzimy w historię. Nie wchodzimy w spory: warto? – nie warto? – mówił organizator akcji Marcin Pisula. – Oddajemy cześć tym, którzy długo czekali na tę Godzinę W, by walczyć o wolną Polskę. Chcemy uczcić pamięć żołnierzy powstania i rzesz cywilów, którzy zginęli. Żeby nigdy nie odrodził się faszyzm. „Poległym chwała! Żywym pamięć!”

Dźwięk ręcznej syreny strażackiej przyjęto w postawie „baczność”. We wspólnym wykonaniu pieśni pomagały rozdawane teksty.

- Takie upamiętnienie Powstania Warszawskiego dzisiaj ma ogromne znaczenie, bo pozwala nam utożsamiać się z tymi, którzy mieli tyle odwagi i miłości w sercu do wolności, do ojczyzny, do stolicy, że byli gotowi ryzykować tym, co jest dla człowieka najwartościowsze, najświętsze – swoim życiem – mówi uczestnik akcji Leszek Bączkowski.

- Gratulacje wielkie dla Marcina za to, że potrafi zorganizować ludzi swoich i nie swoich, starszych i młodzież do czegoś takiego jak dzisiaj – mówi uczestnicząca w spotkaniu Alicja Romańska.

Wydaje się, że w 1944 r. Kazimierz był od Warszawy bardzo daleko. Urzędnicy ministerialni we wrześniu 1939 r., podążając na wschód, przemierzali tę drogę samochodami w cztery godziny. Pieszo byłoby to bez porównania dłużej. Ale takie właśnie wyzwanie na wieść o wybuchu powstania podjęli uczestnicy zgrupowania w Skowieszynku, skąd do Warszawy 1 sierpnia 1944 r. wyruszyło około półtora tysiąca ochotników pod dowództwem kpt. Woli.

Jak opowiada Andrzej Markowski ze Skowieszynka, który zna tę historię z relacji swojego ojca, żołnierze AK pochodzący ze Skowieszynka i terenu Opola Lubelskiego wyruszyli z tzw. Łysej Górki na Skowieszynku w kierunku Węgierca, Celejowa i Karmanowic ku Warszawie. Szli pieszo, jechali furmankami, na czele – samochód. Do stolicy jednak nie dotarli.

Pierwsze kłopoty zaczęły się już w okolicy Klementowic, gdzie dalszy marsz uniemożliwili Sowieci, m.in. zabierając polskim partyzantom konie. Wrócili więc już następnego dnia. Tu się rozbroili.

- Dwa nazwiska znam – mówi Andrzej Markowski – to Antoni Kubiś ze Skowieszynka i brat stryjeczny mojego ojca Edward Markowski, który potem zaliczył „obóz NKWD” w Skowieszynku. Sowieci przetrzymywali jego i innych „Na dołku” w jamach ziemnych, ale wyszedł. Poszedł do wojska na front i wrócił szczęśliwie do domu.

Jak podaje Andrzej Markowski, 4 sierpnia 44 r. planowano kolejne zgrupowanie – tym razem znacznie większe – około 4 tysięcy osób, ale w związku z niepowodzeniem pierwszej wyprawy, nie doszło ono do skutku.


Skomentuj


Dodane komentarze (2)

  • Darek
    Dobrze, że jeszcze jest ktoś w Kazimierzu, kto potrafi pamiętać o historii, a nie tylko pamiętać o tym co wygodne z historii RP
  • Ignacy
    gen.Anders Władysław - Wywołanie Powstania było zbrodnią a jej przywódcy powinni stanąć przed sądem polowym. Kto na barykadach, czy w sztabach dzielnicowych wiedział o transakcji Polski wśród Aliantów? Wielcy tego świata byli bezwzględni i cyniczni do życia ludzkiego - nerwowy ruch palca Hitlera na mapie czy spokojny cybuszka fajki Stalina i już ginęły masy ludzkie

Zobacz także

Najbliższe oferty specjalne

Przyszłości nie przepowiadamy, ale możemy pomóc Ci zorganizować niezapomniany wyjazd Andrzejkowy. Sprawdź naszą ofertę noclegową przygotowaną specjalnie na Andrzejki 2020.
Zaplanuj razem z nami świąteczny wyjazd do dowolnego miejsca w Polsce. Poznaj oferty specjalne noclegów na Wigilię i Boże Narodzenie 2020.
Pokaż stopkę