Maluje od zawsze. Od zawsze też wiedziała, że chce być malarką. Już w szkole natrafiła na ludzi, którzy ją w tym mniemaniu utwierdzali, pomagając rozwijać talent. Potem przyszła znajomość z Janem Łazorkiem, przy którym stawiała swoje pierwsze profesjonalne kroki. Maluje głównie martwą naturę, zwłaszcza kwiaty, a także pejzaże. Od niedawna na jej płótnach zaczęły pojawiać się elementy architektoniczne – drewniane cerkiewki czy kazimierskie zaułki.
- Do tej pory malowałam głównie martwą naturę, kwiaty, czyli to, co mogłam sama przygotować w pracowni. Nie lubię malować z pamięci – wolę mieć „ściągawkę z natury” – śmieje się Mieczysława Łazorek. – Pierwsze moje prace z Kazimierza to były pejzaże z okolic domu – jakieś pola, łąki. W tej chwili zaczynam wchodzić w pejzaż z architekturą, gdzieś tam pojawia się fara, jakieś fragmenty uliczek, zakątki. Lubię, jak jest na obrazach trochę oddechu, jak jest coś niedopowiedziane, więc może stąd pojawia się w moich pracach motyw unoszących się mgieł? To mi daje złudzenie, że jeżeli ktoś chce zobaczyć coś więcej w obrazie, to ma taką możliwość…
Mieczysława Łazorek wystawia swoje prace od 2000 r. Dziś w swoim dorobku ma kilkanaście wystaw zbiorowych w kraju i także zagranicą. Ekspozycje swoich prac traktuje jako okazję do dialogu z odbiorcą.
- Dla mnie jest ważne, co mówią inni, bo to wiele uczy i pozwala mi określić, w którą stronę należy iść. Ja cały czas szukam sposobu na wyrażenie siebie, który by najbardziej oddawał to, co czuję. Taki mam charakter, że zawsze będę szukała, że zawsze będę chciała coś innego, coś lepiej…
Malarka ceni bardzo wielu artystów, jej fascynacja malarstwem nie dotyczy tylko jednego kierunku. Potrafi się skupić zarówno na abstrakcji, jak i na pracach realistycznych czy impresjonistycznych. - Może właśnie dlatego ciężko mi jest znaleźć własną drogę? – zastanawia się.
Na kształtowanie malarskich zdolności Mietki – jak podpisuje swoje obrazy Mieczysława Izdebska Łazorek – duży wpływ miał jej mąż, Jan Łazorek
- Przy nim i przy jego kolegach i znajomych, który spotykali się w domu, którzy wspólnie malowali, jeżdżąc po plenerach, wiele się nauczyłam – mówi artystka. – Dzięki temu mam teraz szerszy obraz, nie jestem w żaden sposób nakierowana. Łazorek też nigdy nie mówił mi, jak mam malować, co mam robić, zawsze komentarze do moich prac kończyły się na takim stwierdzeniu: „pracuj!” – uśmiecha się artystka. – Z drugiej jednak strony bycie obok artysty jest ciężkie. Na moją pracę twórczą nie było zbyt dużo czasu, chociaż Łazorek mnie ciągle poganiał, żebym zostawiała inne rzeczy, a pracowała.
- Na pewno Łazorek miał na mnie olbrzymi wpływ, to nie ulega wątpliwości, bo jednak przez prawie pięć lat byliśmy ze sobą 24 godziny na dobę, więc ciężko byłoby tego uniknąć…-
mówi malarka. – Ale jestem osobą upartą i trudno mi coś narzucić. Ja nie chcę nikogo powielać, chcę znaleźć swoja drogę i dlatego nigdy nie podpisywałam swoich obrazów nazwiskiem Łazorek, tylko Mietka, żeby nie było wątpliwości, o kogo chodzi. Żeby ludzie skupiali swoją uwagę na tym, co jest na obrazie, a nie jak on jest podpisany.
I tę niezależność artystki daje się zauważyć.
- Izdebska w swoim malarstwie próbuje znaleźć właściwą drogę, nie podpierając się ani nie zasłaniając się twórczością Stanisława Jana. Droga przed nią jeszcze daleka, stawia na niej dopiero pierwsze kroki, ale sądzić można, że stawia je coraz śmielej, coraz pewniej. Przemawia za tym wyraźna w jej obrazach chęć uczenia się, przede wszystkim przez własne doświadczenie. Korzystać z dorobku innych trzeba tak, by wyrazić siebie samemu, tak jak każą oczy, wrażliwość, sposób widzenia świata. Izdebska o tym nie zapomina. – napisał o twórczości Mieczysławy Izdebskiej – członkini Kazimierskiej Konfraterni Sztuki jej prezes, Waldemar Odorowski.
Skomentuj
Dodane komentarze (9)
-
Jak się rozwija malarstwo pani Mietki ? Gdzieś można zobaczyć nowe obrazy ? Poproszę o zdjęcia !
-
Ludzie! W obrazach, które widać na portalowych zdjęciach czuję rękę JŁ. Widziałem obrazy Mietki na żywo i wyglądają jednak inaczej. Gorzej niestety.
-
A ja tam byłam i widziałam jej obrazy i jestem pod wrażeniem. Są piękne
-
kwiaty są urocze. jestem po wrażeniem. pozdrawiam JBK
-
Artystka stroni od kazimierskich kolorow Jana Lazorka. Rynek Lazorka pelny byl cieplej zolcii z tu i owdzie rozsiana czerwienia. Kazde spojrzenie na jego rynek to uderzenie goraca. Na tych jego rynkach czesto mozna spotkac kobiete odziana w szalenie zolta bluzke i czerwona spodniczke. Kazimierscy bywalcy kojarza kobiete z obrazu z bardzo wtedy znana lecz niezyjaca juz kazimierzanka. Artystka ubrala swoje postacie na rynku bardzo podobnie, lecz umiescila je w dosc zimnych barwach. Jestem przekonany o slusznosci jej wyboru, a jej dziela zatrzymaja wszystkich wrazliwych.. Tym kto umiescil Kazimierz w czyms w rodzaju bryly lodowej byl mistrz Antoni Michalak i mozna powiedziec, ze ten wielki artysta uparl sie, aby pokazac, ze Kazimierz nawet w bryle lodu jest bardzo cieply. Zycze pani Mieczyslawie Lazorek wszystkiego najlepszego
-
Fakt- ciepła dużo, choć kolory zimne. Mi rzuciło sie w oczy coś "fotograficznego"- ostry główny motyw, plan pierwszy i tło nieostre. Ładnie to wygląda.
-
Karol, zgadzam się z Tobą w 100%.Tyle ciepła a nawet czułości.Do mnie te prace bardzo "PRZEMAWIAJĄ"Emanują nawet miłościa i wewnątrzym pięknem AUTORKI.Gratuluję.
-
Szczególnie moją uwagę zwróciła łączka kwiatowa - tyle ciepła w tym obrazku.
-
No koment!
