List do miasta Warszawy

Skomentuj (2)

W związku z 68. rocznicą wybuchu II wojny światowej, Kazimierski Portal Internetowy publikuje poniżej nadzwyczaj interesujący „List do miasta Warszawy” Marii Kuncewiczowej napisany w Paryżu w końcu grudnia 1939r. lub początku stycznia 1940r.

„List” był publikowany na łamach konspiracyjnego biuletynu Komendy Obrońców Polski „Polska Żyje” (Nr 23, 15 I 1940r.), „Biuletynu Informacyjnego” KG ZWZ/AK (2 lutego 1940r.) oraz „Kurjera Wileńskiego” (Nr 25. Wilno, 31 stycznia 1940). „List” ilustrujemy trzema zdjęciami Placu Trzech Krzyży w Warszawie, przy którym stał przed wojną dom, w którym mieszkali Maria i Jerzy Kuncewiczowie z synem Witoldem. Zapraszamy również do „Listu otwartego do Marii Kuncewiczowej” napisanego przez Wandę Pełczyńską (ps. Heblewska).

List do miasta Warszawy


Warszawo, chcę napisać, co my tutaj wiemy o tobie nad Sekwaną.

Wiemy, że twoje wieże okaleczone; że nie ma wielu twoich wież, które były wskazówkami naszego słonecznego zegara. Wiemy, że twoje kościoły, zamki, pałace, twoje teatry i muzea zniszczone. Że w tych wszystkich ścianach, gdzieśmy z malców wyrastali na ludzi, gdzie przemawiał do nas Bóg, mówiła do nas historia, sztuka — w tych ścianach wiatr teraz świszcze. Wiemy, że na Placu Trzech Krzyży jest krzyży cały lasek zaduszny. Że w parkach, gdzie my — kiedyś, kiedyś — goniliśmy koła i nasze dzieci — tak niedawno — rzucały piłkami, trawniki rozryte są przez grabarzy.

Wiemy o płytach chodnikowych, przemienionych w płyty nagrobne, wiemy o niejednym domu matki, stryja, przyjaciół, o domu gdzieśmy się łamali opłatkiem, gdzieśmy weselne toasty wznosili i zamykali oczy bliskim zmarłym, — że wcale tego domu już nie ma.

Wiemy, jaki będzie nasz powrót. Przed rogatką mężczyźni zdejmą kapelusze, a kobiety wezmą dzieci na ręce. Wchodzić będziemy w twoje poranione mury, jak na Rezurekcję. Uwielbiający, stęsknieni.

To wiemy. Ale ty także trzeba i żebyś wiedziała o sobie, czem jesteś teraz w świecie.

Niedawno ten czas, kiedy byłaś drugorzędnym kółeczkiem na mapie. Punkt newralgiczny w ciele Europy? — Tak to sobie uświadamiali politycy. Dla przeciętnego obywatela Francji, Anglji czy Niemiec — Warszawa, to było gdzieś na Wschodzie nieciekawe miasto. Stacja przeładunkowa surowców. Rezydencja małoznacznych osobistości. Węzeł niedobrych dróg.
Ten czas twojej drugorzędności przeminął.
Warszawo, nigdy nie byłaś dla swoich tak wielka w Zygmuntowskiej Chwale, jak jesteś teraz wielka dla obcych w zgrozie twoich ruin.

Europejczycy nie znali ciebie za twoich dni powszednich. Nie znali wdzięku Krzywych Kół, Wąskich Dunajów, rozbrajającej śmieszności drewniaków z Grójeckiej i z Grochowa, brzoskwiniowych zachodów nad Mariensztatem, zapachu twoich bzów nad parkami Powiśla, tych godzin zmierzchu, kiedy twoje okna wyglądają jak krzyże na świetlistych ustach. Nie znali zuchwałych gołębi z ulicy Wspólnej, wróbli oblepiających pierzem i świergotem akacje twoich skwerów w czasie mrozu. Nie znali twoich dzwonów, twoich kolęd, lampek czerwono mrugających przed figurami barokowych świętych, spiczastych kamieniczek, wierzb i kaczeńców nad gliniankami, kóz na podmiejskich wygonach i wielkich gwiazd nad Kopernikiem, kiedy się wychodzi z teatru. Europejczycy nie znali smaku twoich obwarzanków.

Ale w dniach twojej krwi i chwały świat poznał twoje dumne serce. Świat się zadziwił twoją wspaniałością, będzie ją długo rozważał.

Trzeba, żebyś wiedziała, jaki teraz ma sens twoje imię w Paryżu i w Londynie.

To jest słowo, które rozprasza małość. Które budzi strach boży. Które nakazuje milczenie złośliwym i bezdusznym. Urzędnik, zobaczywszy w papierach klijenta „Warszawa”, podnosi głowę z nad biurka i patrzy przed siebie, jak w miraż. Wielcy czują się upokorzeni, mali — rosną duchem, kiedy o Warszawie jest mowa.

Ostygły już twoje zgliszcza, krew wsiąkła, dymy się rozwiały. Inne miasta teraz palą się i krwawią. Ale twoja chwała nie słabnie. Sześć tygodni temu, kiedy w Komedii Francuskiej czytano dziennik lotnika obrońcy Warszawy — tłum tamował oddechy, widziało się łzy na skamieniałych twarzach, oczy olśnione, usta drżące. Dziś, kiedy nowa żagiew płonie na północy — pracowite, zamożne Helsinki, Francuzi i Anglicy mówią: „przykład Warszawy działa”. Bohaterstwo Warszawy zaraziło narody.

My tutaj — często spłakani — wiemy i to jeszcze, że ty na pewno nie zapomniałaś uśmiechu. Na pewno w szare dni zimowe — ubogie i cudze — uśmiechasz się twarzami twoich Antków, twoich Maniek i małego Heniusia.

Na pewno twoje gołębie gruchają po dawnemu, twoje wróble tak samo, jak zawsze, rajcują na akacjach, z okaleczonych kominów snuje się domowe ciepło.

Warszawo, więcej niż chleba, niż powietrza, trzeba nam w obczyźnie, twojego odważnego uśmiechu!

Maria Kuncewiczowa 

Jako uzupełnienie „Listu do miasta Warszawy” Marii Kuncewiczowej, Kazimierski Portal Internetowy publikuje poniżej „List otwarty do Marii Kuncewiczowej” napisany przez Wandę Pełczyńską (ps. Heblewska), w latach 1923-1926 redaktorkę „Bluszczu”, na początku wojny (lata 1939/1940) członkinię Związku Walki Zbrojnej w Wilnie.

„List otwarty” był publikowany najpierw na łamach „Kurjera Wileńskiego” (Nr 31. Wilno, 8 lutego 1940), a następnie przedrukowany także w dzienniku „Głos Polski” (Nr 90, Paryż 1940).

List otwarty do Marii Kuncewiczowej


Przed kilkoma dniami przeczyłam w „Kurjerze Wileńskim” Pani „List do Miasta Warszawy”. Nie mogę oprzeć się chęci napisania do Pani. Upoważnia mię do tego nasza dawna znajomość, datująca jeszcze z tej odległej, jakże bardzo już odległej epoki, gdy Pani przychodziła do mnie, początkującej redaktorki, jako młoda, świetnie zapowiadająca się autorka. Redakcja mieściła się w małej kamieniczce na Placu Zamkowym. Z okien redakcji widać było piękną sylwetkę Zamku Królewskiego. Radowałyśmy się wówczas jego odbudową, która odsłaniała nieznane uroki Warszawy.
Do wspomnień z tamtych czasów (czy pamięta Pani walkę o „Przymierze z Dzieckiem”) wracam dziś jak do zamierzchłej przeszłości po to tylko, by w dzisiejszej mojej rozmowie z Panią ustalić ton dawnej naszej wzajemnej sympatii i zaufania.
Wybrałam formę listu otwartego po prostu dla tego, że list wysłany pocztą zwykłą czy lotniczą, na niepewny adres, do dalekiej Francji, od której dzielą nas miny magnetyczne i powietrze poprzecinane eskadrami bombowców, mógłby zaginąć i nigdy nie dojść do Pani. Numer tego pisma nie teraz to za kilka tygodni, czy kilka miesięcy, drogą jakiegoś przypadku może dobrnąć do Pani na przekór wszystkim biedom wojującego świata.

Otóż chcę Pani powiedzieć, że list Pani jest wzruszający i mądry, bo jest pełen miłości. Któż z Was, ludzi rzuconych na najpiękniejszą i miłą, ale mimo wszystko obcą ziemię, nie myśli z miłością o tym bolesnym skrawku Europy, który nosi imię naszej Ojczyzny. Jednak tak się jakoś złożyło, że słowa, które mówicie lub piszecie, a które od czasu do czasu jakimś trafem dochodzą do nas, mają w sobie surowość wyroków, gorycz osądzeń i bolesne echo swarów, które widocznie tam wśród Was muszą rozbrzmiewać. Pani list niesie w sobie jedynie słowa otuchy i miłości, słowa żarliwe, oczyszczone cierpieniem ze wszelkich oskarżeń i gniewów. Dlatego list Pani ludzie czytają po kilka razy, z trudem przełykując łzy przez ściśnięte gardło.
Przeszliśmy wszyscy przez tak straszliwe nieszczęścia i tyle bólu wali się na nas co dnia, że trzeba nam w tej chwili nie bicza pokutniczego, nie sędziowskiego podziału na winnych i niewinnych, ale męstwa, które nie pozwoli załamywać rąk w bezradnej rozpaczy. I to właśnie powiedziała Pani w tym pięknym zdaniu końcowym swego listu: „Warszawo, więcej niż chleba, niż powietrza, trzeba nam w obczyźnie twojego odważnego uśmiechu”.

Nie wiem, jak jest teraz w Paryżu. Z trudem mogę sobie wyobrazić to najpiękniejsze miasto, ujęte w żelazne karby obrony przeciwlotniczej. Bez świateł, bez purpurowych i złocistych łun wybuchającymi ku czarnemu niebu nad placami i bulwarami. Z trudem mogę sobie wyobrazić waszą liczną gromadę uchodźców, zgubionych w tym olbrzymim mieście. Emigracja — twarde w dziejach Polski słowo. Sądzę, że w godzinach zmroku, gdy nie wolno zapalać niezliczonych tysięcy latarń i neonów, powietrze nad Sekwaną musi być jeszcze bardziej perłowo błękitne i zapewne jest zupełnie takie same, jak z górą przed wiekiem, jak w owych czasach, gdy na wąziutkich chodnikach koło kościółka St. Severin rozlegały się kroki Mickiewicza. Ale my tutaj boimy się, że w tej miękkiej mgle paryskiej jeśli się ucho „natęży ciekawie” usłyszy się to samo, co przed stu laty słyszał Mickiewicz: hałas „zapóźnych żalów, potępieńczych swarów”. Te żale i te swary dochodzą nieraz aż do nas. Za list Pani jesteśmy wdzięczni, bo do pewnego stopnia stłumił on obawy, które nas nękają. Okazało się, że o dalekiej Ojczyźnie mówi się u Was z dumą. Że imię jej stolicy wśród Was i wśród obcych dźwięczy najczystszym dźwiękiem bohaterstwa. Że pisząc o niej nie trzeba co drugie słowo bić się w piersi i spowiadać się nie tyle ze swoich co z cudzych grzechów. Surowych sędziów, bryzgających jadem podejrzeń, namiętnych prokuratorów, miotających skwapliwe oskarżenia na zmarłych i powalonych mieliśmy zawsze w Polsce aż ponad miarę dużo. Lamentów i gniewów nie brakło nigdy w dniach klęsk i niepowodzeń. A przecież potrzebna jest nam dzisiaj cnota, którą nazwę imieniem znalezionym przez Panią, cnota „mężnego uśmiechu”. Nie zdobędzie się na nią zapobiegliwa zawiść małych kramarzy. Zdobyć się na nią mogą serca, które przeszły przez oczyszczający ogień cierpienia.
Ślę Pani serdeczne pozdrowienia.

Wanda Heblewska
[Wanda Pełczyńska]


Tekst „Listu do miasta Warszawy” i „Listu otwartego do Marii Kuncewiczowej” oraz ilustracje fotograficzne przygotowali Maria B. Bednarz (Biblioteka Narodowa) i Kazimierz J. Latuch (Główny Urząd Statystyczny) jako uzupełnienie programu patriotyczno-artystycznego „Sprawa honoru” w „Kuncewiczówce”.

Skomentuj


Dodane komentarze (2)

  • wanda Konopińska-Michalak (goś
    Jeszcze jedna uwaga: oryginał zdjęcia przedstawiającego nietkniętą kamienicę, w której przed r. 1939 mieszkali Kuncewiczowie, należy do Muzeum Historycznego m. st. Warszawy. U nas znajduje się jedynie kopia uprzejmie nam udostępniona .
  • Wanda Konopińska-Michalak z Do
    Naprawdę brakuje słów wdzięczności dla Pani Marii Bendarz (Biblioteka Narodowa) i Pana Kazimierza Larucha (GUS) za skuteczną pasję badawczą życia i dzieła Kuncewiczów.

Mapa

Muzea

Dom Marii i Jerzego Kuncewiczów


Zobacz także

Najbliższe oferty specjalne

Poniżej znajdziesz listę obiektów gotowych udostępnić miejsca noclegowe dla osób z Ukrainy, szukających schronienia w naszym kraju. Skontaktuj się z właścicielem obiektu i uzgodnij szczegóły....
Znamy sposób na udane Wakacje 2024! Odpowiedź znajdziesz w naszych ofertach noclegowych na Lato, Wakacje 2024. Nie zwlekaj atrakcyjne noclegi czekają...
Pokaż stopkę