O czym mówi to najwyraźniej świadome p o m i n i ę c i e?
Myślę, że ani trochę nie chodziło o zrywanie serdecznych więzów z pamięcią własnego domu, z tradycją i obyczajem, w którym wyrośli. Nie było w tym żadnego wstydu ani niechęci. Po prostu czuli się pełnoprawnymi członkami zamieszkującej Polskę społeczności, uczestnikami polskiej kultury. Nie darmo już w podaniach o przyjęcie do Szkoły Sztuk Plastycznych powoływali się na swoją dobrą znajomość historii sztuki i literatury, „szczególnie polskiej”, dodawał Menasze. Co więcej, czuli się – w oczywisty sposób do tego uprawnieni – uczestnikami kultury europejskiej. Obywatelami rozległej krainy malarstwa.
Ta światła postawa wykształconych Żydów ma tradycje jeszcze XVIII-wieczne; wywodzi się od jednego z twórców niemieckiego oświecenia, Mojżesza Mendelssohna. Nie znamy lektur braci Seidenbeutlów, nie wiemy w jakiej mierze postawa ich była myślowo podbudowana, w jakiej spontaniczna. Jedno jest pewne: nie uważali za potrzebne, nie chcieli przeżywać swojego żydowskiego pochodzenia jako czegoś, co ich poniża lub wywyższa. Wystawiali w Żydowskim Towarzystwie Krzewienia Sztuk Pięknych, tak samo w „Zachęcie” i w „IPS-ie”, jak w licznych galeriach zagranicznych. Bardzo towarzyscy, weseli, utrzymywali żywe kontakty z kolegami - malarzami i ze znajomymi ze świata literackiego w rodzinnej Warszawie, bywali w Krakowie, od czasu do czasu jeździli do Lwowa odwiedzając przyjaciół z grupy „Artes”. Wolni, utalentowani, zajęci pracą ludzie".
Wystawa potrwa do 2 września 2007 r.