Wojciecha Marczewskiego Lekcja Kina

Udostępnij ten artykuł

„Lekcja kina - spowiedź twórcy filmowego” to opowieść twórcy o tym, jak rodziła się jego pasja do sztuki, co go inspiruje i jakie są tajemnice jego twórczości. Jedną z tegorocznych lekcji kina poprowadził Wojciech Marczewski.

Wojciech Marczewski studiował historię i filozofię na Uniwersytecie Łódzkim oraz reżyserię na PWSFTViT w Łodzi. Pracuje jako grafik, scenarzysta oraz reżyser filmowy i telewizyjny. Od 1984 r. wykłada w Narodowej Szkole Filmowej i Telewizyjnej w Wielkiej Brytanii. Prowadził warsztaty dla reżyserów, scenarzystów i aktorów w Niemczech, Holandii, Szwajcarii, Danii i Polsce.

Marczewski zrealizował takie filmy, jak "Zmory", "Dreszcze" czy "Ucieczka z kina "Wolność". Jest on zdobywcą Złotych Lwów, współzałożycielem Mistrzowskiej Szkoły Filmowej Andrzeja Wajdy oraz wykładowcą w europejskich szkołach filmowych.

Prowadząc w Kazimierzu Dolnym swoją Lekcję Kina, reżyser skoncentrował się na podtytule cyklu, czyli spowiedzi. Opowiedział o własnych artystycznych grzeszkach i błędach, które bez wątpienia miały wielki wpływ na jego dalszą twórczość.

 - Zgrzeszyłem pychą, lenistwem i zazdrością – mówi Wojciech Marczewski. – Na pewno wiele innych grzechów też popełniłem. Ale nie czuję się na siłach, aby taką publiczną, do końca szczerą spowiedź teraz i tu przeprowadzić.

Bez ogródek Marczewski przyznaje też, że reżyserem filmowym nie został dlatego, że kocha kino. Otóż jako licealista malował, uprawiał grafikę, którą potem wystawiał, dużo pisał, interesował się teatrem i muzyką. Zawsze jednak dochodził do wniosku, że w żadnej z tych dziedzin niczego nie osiągnie, nie odkryje niczego nowego. Wtedy też pomyślał o reżyserii, bo ona łączyła wszystkie jego zainteresowania - reżyser musi być wrażliwy na obraz i musi interesować się literaturą oraz muzyką.
Reżyser podczas spotkania nie skorzystał z wypracowanych przez poprzedników wzorców i nie sięgnął po wsparcie fragmentów filmów. Jednak jego opowieści potrafiły zainteresować przeciętnego słuchacza, niekoniecznie miłośnika kina czy studenta łódzkiej filmówki. Choć czasami wydawały się nieco sprzeczne i może nie wszystko wyjaśniające, to skłaniały do głębszych przemyśleń i refleksji.

Marczewski nie wstydził się przyznać do tego, że nie ogląda wielu filmów, że preferuje literaturę, muzykę i poezję - dwie ostatnie uważa za królowe sztuk. I to właśnie tym dziedzinom sztuki zazdrości, tego, że sięgają głębiej niż film. Słuchając tych wyznań artysty można dojść do wniosku: „Ten wielki człowiek jest taki sam jak ja”.

 

Fot. Mateusz Stachyra

Data publikacji:

Autor:

Komentarze