Walewska - Grudzień (video)

Udostępnij ten artykuł

Zachwyca się nią cały świat. Śpiewała u boku takich artystów jak Luciano Pavarotti czy Placido Domingo. Wybitna polska mezzosopranistka Małgorzata Walewska po raz kolejny gościła w Kazimierzu. WYWIAD Z ARTYSTKĄ.

W kazimierskiej Farze mimo remontu odbywają się Letnie Wieczory Muzyczne. W ostatnią sobotę 27 sierpnia przed publicznością wystąpili świętujący 25 lecie pracy artystycznej dyrektor Letnich Wieczorów Robert Grudzień i światowej sławy polska mezzosopranistka Małgorzata Walewska – uznana przez amerykański Time w 1999 roku za jedną z dziesięciu najsłynniejszych Polaków.

 Licznie zgromadzonej publiczności zaprezentowano utwory z nagranej w Kazimierzu płyty „Farny”. Są na niej między innymi „Ave Maria” w wersjach Schuberta i Gunoda, „Largo” z Opery „Xerkses” Haendla czy kilka XVI wiecznych tańców Jana z Lublina, które w pełni pokazują piękne brzmienie najstarszych w Polsce czynnych organów skonstruowanych w 1620 r. przez Szymona Liliusza. Nie zabrakło także kompozycji własnych Roberta Grudnia.

Pieśni wykonywane przez Małgorzatę Walewską jej ciepłym, zmysłowym głosem przy akompaniamencie organowym wysłuchiwano w niezwykłym skupieniu i nagradzano gromkimi brawami. Nie obyło się bez bisów.  Podziękowania dla artystów złożyli przedstawiciele władz miasta Kazimierza Dolnego oraz goszcząca tu burmistrz Fromborka, która zaprosiła Roberta Grudnia i Małgorzatę Walewską na Pomorze. Po koncercie była okazja na zdobycie autografu, pamiątkowe zdjęcie czy chwilę rozmowy.

To kolejny koncert duetu Walewska – Grudzień w Kazimierzu. Biorąc pod uwagę fakt, że artystka nie ukrywa sympatii do Miasteczka, można mieć nadzieję, że nie ostatni.

 

Co Panią – megagwiazdę światowych scen – przyciąga do Kazimierza? Przyjeżdża tu Pani na koncerty kolejny raz i tu nagrała jedną ze swoich płyt „Farny”…

Małgorzata Walewska – Nagranie płyty było pewnego rodzaju przypadkiem z mojego punktu widzenia. Był to wybór Roberta Grudnia. Ale był to wybór, który zaakceptowałam z wielką radością, ponieważ Kazimierz jest miejscem, które znam od lat, gdzie kiedyś w wiejskiej chacie Daniela Olbrychskiego w Mięćmierzu spędzałam całe wakacje razem z moim mężem, który był wtedy gitarzystą basowym i z Rafałem Olbrychskim, który był frontmenem grupy „Reds”. Tak się zaczęła moja przygoda z Kazimierzem Dolnym, z Mięćmierzem i z okolicznymi miejscowościami. W toalecie chaty Daniela Olbrychskiego jest okienko z widokiem na zamek w Janowcu – naprawdę mam bardzo przyjemne wspomnienia z każdego momentu spędzonego w tym miejscu. Więc kiedy Robert podjął decyzję, że najlepsze organy i o najpiękniejszym brzmieniu, które by nam pasowały do płyty, są w Kazimierzu – ucieszyłam się bardzo. Przyjechaliśmy tutaj. Byliśmy goszczeni przez Hotel Król Kazimierz, w którym też spędziliśmy wspaniałe chwile.

Muszę powiedzieć, że nie byłam tutaj rok i z przyjemnością obserwuję, jak miasto i okolica się rozwija. Jest tu co prawda bardzo tłoczno – to jest to pewnego rodzaju minus, ale jest to też plus, bo w momencie, kiedy jest tyle ludzi, zawsze się znajdzie publiczność, która chętnie przyjdzie na koncert. Cieszę się, że fara kazimierska na każdym naszym koncercie jest pełna. Widzę, że państwo się nie znudzili repertuarem. Staramy się, oczywiście, za każdym razem go urozmaicać, ale także zostawiać jakieś utwory z płyty „Farny”, ponieważ były one pieczołowicie wybrane do tego instrumentu i pokazują całe możliwości i bogactwo brzmienia tych wspaniałych organów, z których mogą być państwo dumni.

W trakcie dzisiejszego koncertu mieliśmy ciężkie warunki – kościół w rusztowaniach – to wszystko wyglądało jak scenografia do supernowoczesnej opery – w tej chwili takie scenografie też bywają. Wielokrotnie mnie ostrzegano, żebym się nie potknęła o rury, ale ja jestem wytrenowana w ciężkich warunkach scenicznych, więc mimo długiej sukni nie było żadnych problemów i cieszę się, że tak gorąco państwo przyjęli jak zwykle nasz koncert.

Jak się koncertuje w kościołach w ogóle, a w kazimierskim kościele farnym w szczególe?

Małgorzata Walewska –
Świątynie z mojego punktu widzenia są najlepszymi salami koncertowymi. Kościół jest takim miejscem, które dzięki niebywałej, niepowtarzalnej akustyce sprawia, że… samo się śpiewa! Ta akustyka kościelna bardzo pomaga. Tutaj w Kazimierzu mamy też intensywną relację z publicznością, ponieważ kościół jest mały – a przez remont jeszcze pomniejszony – i ten kontakt się czuje. Atmosfera, którą udało się dzisiaj zbudować, udzielała się i państwu w taki sposób, jak mi na tym zależało: wszystkie piana, wysublimowane dźwięki zawieszone w powietrzu, w akustyce tego kościoła były celebrowane przez publiczność – nie było słychać żadnego kasłania, kichania, nawet brzęczenia muchy ani komara, tym bardziej jestem państwu wdzięczna, że się tak bardzo państwo oddali tej muzyce.

Jakie są Pani dalsze plany artystyczne?

Małgorzata Walewska –
Akurat w tym roku wyjątkowo miałam wakacje. Miałam różne perypetie zdrowotne i dzięki temu też więcej czasu śpiewałam w Polsce, ale to już się skończyło. Jestem szczęśliwa, że zostałam wyleczona. Częściowo publiczność dzisiejsza składała się z lekarzy, którzy dokonali tego cudu. I dzięki nim jestem znów w doskonałej formie. Ruszam dalej w świat i we wrześniu wyjeżdżam do Seattle na nową produkcję „Carmen”, Potem zapraszam państwa bardzo serdecznie do Warszawy do Sali Kongresowej, gdzie w listopadzie będę śpiewała Amneris w „Aidzie” w produkcji realizowanej przez Operę Śląską. Amneris to moja popisowa rola, bardzo się za nią stęskniłam. W przyszłym sezonie zobaczą mnie państwo w Operze Warszawskiej jako tytułową „Damę Pikową” w operze Piotra Czajkowskiego. Mam propozycje z Genewy, z Meksyku – ale na razie – póki kontrakty nie są podpisane – nie będę opowiadać o szczegółach.

Dziękuję za rozmowę.

Małgorzata Walewska –
Dziękuję.

 

Data publikacji:

Autor:

Komentarze