Miniaturowe Miasteczko

Udostępnij ten artykuł

W Kamienicy Celejowskiej odsłonięto w ubiegłym tygodniu makietę Kazimierza Dolnego w skali 1:500. Miłośnicy Miasteczka swoje spacery powinni teraz zacząć właśnie od odwiedzenia małej salki w kamienicy przy Senatorskiej.

Jak doszło do powstania makiety Kazimierza?

Waldemar Odorowski: Pomysł właściwie wisiał w powietrzu, trzeba go było tylko stamtąd zdjąć i ja go zdjąłem. A dlaczego? Kazimierz pozostaje w oczach większości jako miasto, które nie zmieniło się w ciągu wieków. Jest to z jednej dobre, że widzi się go w takiej perspektywie historycznej, ale z drugiej strony to jest obraz trochę sfałszowany, bo Kazimierz dzisiejszy nie jest tym, jakim był wcześniej. Żeby uświadomić sobie, jak wyglądał on wcześniej, zdecydowaliśmy się zrobić makietę przedstawiającą miasto z 1910 r., czyli z tego okresu przed pierwszą wojną światową, gdy miasto uzyskało najgęstszą zabudowę w swoich dziejach. Ten stan chcieliśmy utrwalić i zrekonstruować. Główna rola przypadła projektantowi, czyli Tadeuszowi Michalakowi, który w bardzo żmudny, ale precyzyjny sposób na podstawie wiedzy, archiwów, fotografii, pocztówek, malarstwa rzeczywiście zrekonstruował ówczesny Kazimierz bardzo dokładnie.
W tej makiecie jest zawarta historia Kazimierza. Tu łatwiej niż w naturze prześledzić kolejne etapy rozrastania się miasteczka i zrekonstruować historię rozwoju jego architektury.

Które miejsca w tym Kazimierzu z początku XX w. są najciekawsze?

Waldemar Odorowski: Najciekawsze są te, które dzisiaj już nie istnieją. Przede wszystkim jest to zabudowa pomiędzy rynkiem a Wisłą, zabudowa, która została doszczętnie wypalona w 1915 r. Zresztą ta część miasta sprawiała najwięcej trudności, ponieważ najtrudniej było ją zrekonstruować. Było stosunkowo mało przekazów ikonograficznych, ale pan Michalak zrobił to bardzo dobrze. Druga równie ważna część to dzielnica żydowska, której też przecież dzisiaj nie ma –
miejsce tylko pozostało. I to też jest bardzo dokładnie zrekonstruowane. Oprócz tego na makiecie znalazły się też poszczególne budowle, które już zapomniano – jak choćby przy ulicy dzisiejszej Puławskiej Górnej hotel Bristol, po którym też ślad nie został, a tutaj jest. I takich budowli jest sporo.

Do kogo jest adresowana ta makieta?

Waldemar Odorowski: Przede wszystkim do wszystkich, dla których Kazimierz jest miejscem bliskim. Jego dzieje, jego historia, jakie zachodziły w jego wyglądzie. Przede wszystkim dla tych, a tych jest niemało. A po drugie – do dzieci, którym chcielibyśmy pokazać, jak Kazimierz się rozwijał, jak się rozrastał, co zostało zniszczone, co zostało zbudowane… Żeby mogły porównać dzisiejszy Kazimierz z tym dawnym. Takie porównanie bardzo pobudza wyobraźnię i jak gdyby łatwiej przyswaja się wtedy historię.

Jak długo powstawało miniaturowe Miasteczko?

Waldemar Odorowski: Rok czasu zajęło projektowanie i przygotowanie makiety. Bardzo żmudna i pracochłonna rzecz. Autorem projektu od strony architektonicznej jest pan Tadeusz Michalak, natomiast wykonawcą jest pan Tomasz Stanger z zespołem, między innymi z panem Mirosławem Brudzkim, i panem Andrzejem Sadłowskim z Centralnego Muzeum Morskiego w Gdańsku – jeden z lepszych twórców makiet w Polsce.
W naszym muzeum – pomijając makietę Zamku z Janowcu – to jest nasza pierwsza makieta. A na Lubelszczyźnie są tylko trzy – jedna w Zamościu – makieta Zamościa, druga w Bramie Grodzkiej – makieta starego miasta żydowskiego w Lublinie, a nasza jest trzecia.

Od pomysłu do realizacji długa droga, miedzy innymi również finansowa.

Waldemar Odorowski: Poczyniliśmy starania, zresztą skuteczne, i całą makietę sfinansowało Ministerstwo

Dookoła tej makiety są najróżniejsze i zdjęcia i ryciny. Między innymi ogromny szkic akwareli Zygmunta vogla przedstawiający Kazimierz od strony Wisły. Dlaczego Vogel stanowi główne tło małego Kazimierza?

Waldemar Odorowski: Jest to najstarszy znany widok Kazimierza. Pomyślałem, że takie tło dla makiety będzie idealne, zwłaszcza, że makieta została tak ustawiona, by Wisłę mieć właśnie za sobą. Jest to więc to samo ujęcie – tutaj w maleńkiej skali, a tutaj w wielkiej. Jest okazja, by porównać ten najstarszy widok z tym późniejszym i z dzisiejszym. Daje to możliwość kilkuwarstwowego spojrzenia na Kazimierz. Zdjęcia na ścianach to także naturalne uzupełnienie makiety, by ją uwiarygodnić, by pokazać, z jakich materiałów autorzy makiety czerpali. To okazja do zestawienia dawnego miasta z nowym.

Makieta ma więc zachęcać do innego spojrzenia na Kazimierz – jako miejsca, gdzie historia zmienia się niezauważalnie w teraźniejszość. Ma zachęcać do spotkania i dyskusji z Muzą, której na imię właśnie Klio.

Data publikacji:

Autor:

Komentarze