Lektura na weekend: Noreczki

Udostępnij ten artykuł

Zapraszamy na weekendową lekturę. Opowieść poprowadzi tradycyjnie już Ewa Pisula - Dąbrowska. Z jej książki "Dwa brzegi ponad tęczą" - dziś rodział "Noreczki".

„Dawno by świat diabli wzięli, Gdyby brakło marzycieli”. Jan Sztaudynger

Kiedyś podobały mi się u pań futra z norek.

Gdy na nie patrzyłam, myślałam:

„Dodają elegancji, dojrzałej cerze urody”.

Gdy obserwowałam sprzedawczynie obsługujące panie w norkach, widziałam, że zwracają się do nich z uniżoną grzecznością.   Zastanawiałam się, dlaczego norki wywołują taką atencję w obsłudze. Przecież zatrudnione na etat panie sprzedawczynie nie muszą zabiegać o obrót, czyli że pachnie im w tych norkach coś innego. Ale co?

Może to coś to świat dla nich niedostępny, wymarzony, daleki, bogaty. Może norki wymuszają postrzeganie pań w nie odzianych jako pań od pań z obsługi lepszych, bo bogatszych, no i bardziej niż one kochanych przez panów, którzy w norki pań zainwestowali.

Pewnie panie sprzedawczynie nie wiedzą, że te kochane, te w norkach, poprawiają nie tylko swój wizerunek, ale głownie wizerunek panów. Norki są przecież żywym, a właściwie martwym dowodem ich zaradności finansowej, no i miłości do pań, oczywiście, a jakże.

Właściwie nie dziwię się paniom ekspedientkom, bo przecież mnie też kiedyś norki pachniały odległym, niedostępnym luksusem. Marzyłam wtedy:

„Może kiedyś, gdy zacznę więdnąć i kijanki już dorosną, kupię sobie trochę elegancji, otulę się nią, poprawiając przy okazji wizerunek mojego partnera”.

Kiedy po latach kijanki przepoczwarzyły się w dorosłe osobniki i przyszedł czas, w którym mogłabym owinąć się tym luksusem, gdzieś po drodze odszedł mi apetyt na norki. Przestały mi pachnieć tym, co kiedyś.

Dziś dziwię się, a właściwie wstydzę, że o nich marzyłam. Panie w norkach pachną mi dziś obojętnością. Moje marzenia bezmyślnością. Futro z norek kojarzy mi się dziś ze strachem uboju, adrenaliną śmierci.

Gdzie ten luksus się rozpłynął?

Może w smutnych oczach stworzeń, które czują koniec?

Może w zapachu strachu skorki przeznaczonej na ubój? Może w zrozumieniu, że ludzie po ludzku wypierają niewygodne dla nich prawdy?

Józio, mój kolega z czwartej c, ostatnio przestał jeść krewetki.

Gdy zapytałam go dlaczego, powiedział tak:

— Chciałem kiedyś w morzu złapać krewetkę. Wiesz, jak one spieprzają? Czyli boją się, a więc — czują.

Ja ciągle jem krewetki. Może kiedyś też się będę tego wstydziła?

Dziś dryfuję i pytam siebie:

„Gdzie może spieprzyć norka przed śmiercią na zamówienie luksusu?”.

Dziś marzę o tym, by gatunek dziurawców, czyli dziewczynek, rodził się z „genetycznym przekonaniem”, że śmierć dla luksusu jest złem. Żeby zadawał szyku, jak już dorośnie, w sztucznych futerkach, farbowanych liskach.

Kiedy nikt nie będzie wkładać trupich skorek na kark, śmierć norek przestanie być w cenie.

Gdy nastanie taki świat, nasi królowie panowie będą musieli budować swój wizerunek innymi niż norki atrybutami. Może to będą przeszklone apartamenty na orbicie, statki kosmiczne, odległe gwiezdne księstwa?

W takim świecie już nie będzie po co wysyłać małych norek w podroż po śmierć.

 

Ewa Pisula - Dąbrowska
"Dwa brzegi ponad tęczą"
rozdział: "Noreczki"

Data publikacji:

Autor:

Komentarze