Co dalej z Korzeniowym Dołem?

Udostępnij ten artykuł

Korzeniowy Dół - jedno z najpiękniejszych i najpopularniejszych miejsc w Kazimierzu Dolnym zapada w sen zimowy. Regeneruje się przed sezonem. Co dla niego przyniesie Nowy Rok?

Podczas wczorajszych prac nad opiniowaniem projektu budżetu przygotowanego przez burmistrza i zaopiniowanego pozytywnie przez Regionalną Izbę Obrachunkową okazało się, że przychody gminy z tytułu prowadzenia parkingów i wynajmu lokali znacznie wzrosły. To wywołało pytania radnych o kolejne możliwości zarobkowania.
- Czy do przyszłego sezonu zdołamy uregulować sprawy formalno – prawne dotyczące możliwości pobierania opłat w Korzeniowym wąwozie? – pytał radny Janusz Kowalski.

Wąwóz od września jest własnością gminy. Teraz trwają starania o wyłączenie tego miejsca z kategorii dróg publicznych, co uniemożliwiłoby między innymi przejazd quadów i innych pojazdów dewastujących to miejsce. Ale wąwóz niszczą nie tylko pojazdy.

- Korzeniowy Dół jest nawiedzany w weekendy przez tysiące osób, a przez to bardzo już zdewastowany. Korzenie i pnie drzew jak i ściany lessowe są obdarte z mchów i porostów. Ptaki dawno się wyniosły, krety, nornice i wiewiórki także, nie mogąc znieść tłumów – mówi  regionalista Stanisław Turski. – To miejsce traci z roku na rok swoją atrakcyjność, ponieważ chłonność turystyczna przekracza dopuszczalne normy. Jak temu zapobiec?

Wprowadzenie opłat za wstęp do wąwozu mogłoby się stać w pewnym sensie takim ogranicznikiem. Wchodziliby tam tylko ci, którzy nie będą niszczyć wystających korzeni, nie będą się na nie wspinać po kolejną fotkę, narażając często swoje zdrowie i życie, by pokazać się w bardzo wymyślnej i niebezpiecznej pozie. Czy opłaty zostaną wprowadzone – zależeć będzie jednak od radnych.

- Część zainteresowanych osób jest za tym, żeby wprowadzić te opłaty, część uważa, że nie będzie to trafiony pomysł. Zdania na ten temat są różne. Chciałbym o tym porozmawiać z radnymi. Chciałbym, żeby w tej dyskusji wzięli udział mieszkańcy Kazimierza i właściciele sąsiednich działek – mówi burmistrz Artur Pomianowski. – Musimy też wziąć pod uwagę wysokość tej ewentualnej opłaty, która pozwoli nam zatrudnić pracowników i ich utrzymać, a jednocześnie sprawi, że na tym jako gmina zarobimy. Będzie to wiązało się ze spadkiem odwiedzających, ale być może ten spadek jest pożądany. Niekoniecznie 200 tys. ludzi musi przejść przez Korzeniowy, może przejść 150 tysięcy, ale autentycznie zainteresowanych pięknem tego miejsca i zachowaniem go dla przyszłych pokoleń.

Burmistrz ma w planach postawienie tablic informacyjno – edukacyjnych, które zwrócą też uwagę, jak należy się w tym miejscu zachować, by nie niszczyć tego miejsca i zadbać o własne bezpieczeństwo.

Warto by także uzupełnić drzewostan, ale tu sprawa komplikuje się jeszcze bardziej. Drzewa w wielu przypadkach rosną bowiem na działkach prywatnych.

- Chcemy ten teren uporządkować – mówi burmistrz. – Chcemy, żeby ten wąwóz zachował jak najbardziej naturalny charakter. Wszelkie prace, jakie będą tam podejmowane, będą miały tylko na celu doraźne jego zabezpieczenie.

A kwestia opłat musi poczekać na dyskusję na kolejnym posiedzeniu stosownej komisji Rady Miejskiej.

W Korzeniowym jest teraz jaśniej, spokojniej, bardziej melancholijnie. Ludzi tu jednak o wiele mniej. Skończył się sezon, busiki zasnęły snem zimowym, więc dotrzeć tu można jedynie na własnych nogach lub podjechać własnym transportem. Ale to pozwala odpocząć i zregenerować siły i temu miejscu po nawale odwiedzających. Do jakiego wąwozu wrócimy na wiosnę?

Data publikacji:

Autor:

Komentarze