Rąblowski stok

Udostępnij ten artykuł

Niebo zaciągnięte ołowianymi chmurami. Już prószy. Pogoda może nie najlepsza na szusowanie po stoku, ale amatorów białego szaleństwa w Rąblowie nie brakuje. Stoją karnie  w ogonku do wyciągu. Najważniejsze, że śniegu nie zabraknie.

Stok rąblowski wcale nie należy do najdłuższych i najwyższych. W końcu leży tylko na Wyżynie Lubelskiej, a nie w Tatrach, ale i tak ściągają tu narciarze z bliższej i dalszej okolicy, nawet i z Warszawy.

- Według moich obserwacji nawet w Tatrach znakomita większość ludzi korzysta z malutkich górek. Ludzie boją się gór wysokich, a tak zwane „ośle łączki” są doskonałe i dla początkujących, i nawet dla zaawansowanych narciarzy – mówi właściciel stoku Kazimierz Antoń.

Jakiś czas temu było tu po prostu pole, a Rąblów kojarzył się głównie z II wojną światową, Moczarem, partyzantami. Aż tu nagle w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia przyjechał z kraśnickiej ziemi człowiek, którego przywiodły tu piękne oczy rąblowiczanki. Jak się okazało – zakochał się nie tylko w kobiecie, ale także w tej ziemi.

- Po kilku wyjazdach w sezonie na narty w Tatry pomyślałem, że z naszymi terenami prześcignę góry! – mówi Kazimierz Antoń – Od razu powstał pomysł, że tutaj muszą być wyciągi. Zacząłem chodzić po urzędach i pytać się, kto jest właścicielem poszczególnych działek… Początkowo, żeby nikogo nie przerazić, mówiłem, że będę… owce hodował. I tak się to zaczęło, najpierw sprzedali jedną działkę, potem drugą i następną. Warunki do uprawiania roli były fatalne, więc kupowałem pola za niezbyt wielkie pieniądze. W grudniu 1994 r. już można było szusować na nartach, korzystając z pierwszego wyciągu, zaledwie dwa lata wystarczyło na to, by dokonać niezbędnych zakupów.

Pomysł z wyciągiem to był strzał w dziesiątkę! Ale to okazało się dopiero po jakichś 5 – 6 latach…

- Początkowo mieliśmy duże problemy – przede wszystkim – nie było śnieżnych zim. Ja nie miałem armatek, wtedy – w 1994 roku – w ogóle w Polsce ten sprzęt był nie do zdobycia. W 1997 r. podpisałem kontrakt z producentem armatek śnieżnych ze Świdnicy i  wziąłem kredyt 100 000 zł aż na… 30%! Początkowo żaden bank nie chciał mi go udzielić. Dopiero PBK w Bełżycach. Jak im powiedziałem, że w zastaw daję wyciąg, to oni na to: Panie! A któż na tym wyciągu jeździ?! Przecież zim nie ma! I nie było. Jak przychodziła zima, śnieg padał dwa – trzy dni, a potem była odwilż i znowu mróz… Śnieg na stok zwoziliśmy z przydrożnych rowów i pryzm wokół naszego parkingu. Saniami. Później na zboczu pracowały rozrzutniki i wtedy dopiero można było jeździć! To były ciężkie, bardzo ciężkie czasy. Kiedy pojawiła się armata, mogliśmy już produkować śnieg, ale wtedy niezbędny okazał się ratrak do mielenia lodu. Teraz mamy już specjalistyczny sprzęt i takie zimy to nie jest dla nas już żaden problem – opowiada pan Kazimierz.

Tegoroczna zima jest łaskawa dla narciarzy, ale śnieg na stoku nie do końca jest naturalny – mimo opadów wciąż w użyciu są armatki śnieżne do uzupełniania ewentualnych przecierek. Ale pokrywa śnieżna na stoku w Rąblowie sięga 50 cm.

Trwają ferie. Stok w sam raz dla dzieci. Bawiły już tu grupy z Warszawy, teraz przyjechały z Fajsławic, Radomia, Dęblina i innych okolicznych miejscowości. Zachęciła ich atrakcyjna oferta.

- Każda zgłoszona u nas grupa zapłaci za wypożyczenie sprzętu narciarskiego na cały dzień o 10 zł mniej niż zwykle. A 10 złotowe karnety – normalnie 10 zjazdowe – dla grup zorganizowanych obejmują 12,  a nawet 15 zjazdów. Chciałbym, by dzieci miały jakąś korzyść z tych ferii, by były zadowolone – mówi właściciel.

Atrakcji w tym sezonie na stoku nie brakuje. W niedzielę 5 lutego miał tu miejsce Zimowy Puchar Radia Złote Przeboje, na którym bawiło się około 3 tysięcy osób. Zdawało się, że wszystkie szlaki prowadzą do Rąblowa! A na 26 planowany jest festyn Radia Lublin, w czasie którego między innymi odbędzie się zjazd na bele czym. Jest więc okazja, by zabłysnęli swoim kunsztem nawet ci, którzy o szusowaniu na nartach nie mają zielonego pojęcia!

Co sprawia, że na tym stoku wciąż roi się od amatorów desek i nart?

- Nie mówię, że ten wyciąg jest lepszy od innych – mówi Kazimierz Antoń – bo my tych „innych” jeszcze nie mamy… Ja robię wszystko, by warunki na stoku w Rąblowie były lepsze od tych w ośrodkach sportowych w górach. I tak jest. Tutaj chce się jeździć – tutaj stok jest równy jak stół. Dysponuję profesjonalnym sprzętem do jego utrzymania. Mam armatki śnieżne, ratrak wyposażony w Multifrez 2000 – 1200 obrotów na minutę, piękną deskę gładzącą – dodaje. –  Ja żyję tematem gór cały rok – cały czas wyrównuję, podwyższam górę, poszerzam, modyfikuję. Jak ja mam mieć wyciąg czynny od 9 rano, to on nie ma prawa mi się wyłączyć do godziny 23!

Wyciąg jest więc czynny 13 godzin dziennie, zjeżdżać można nawet w nocy –  stok jest oświetlony. Dla zmęczonego narciarza są tu też miejsca do odpoczynku. Można ogrzać się przy ognisku, wypić gorącą herbatkę i usmażyć kiełbaskę albo zamówić coś na ciepło – gotowego – w barku.

Budynki wokół stoku nie budzą jednak zachwytu, ale właściciel planuje to zmienić.

- Będę się starał o wybudowanie karczmy, już jest gotowy projekt budynku na 60 osób, ale na razie jest kłopot z lokalizacją – mam już wprawdzie upatrzony teren, potrzebne są jednak zmiany w planie zagospodarowania przestrzennego, by rozpocząć budowę. Mam nadzieję, że karczma stanie najdalej w przeciągu 2 lat – mówi Kazimierz Antoń – Na razie podstawowa sprawa to toalety. W przyszłym roku powstanie nowy budynek z prawdziwego zdarzenia, który pomieści właśnie toalety, a także wypożyczalnię sprzętu sportowego na 10 stanowisk, by ludzie nie czekali w kolejkach, serwis, komis narciarski oraz biuro i kasę.

Konkurencji Rąblów się nie boi.

- Nie, ja im pomagam – mówi Kazimierz Antoń – W Celejowie na przykład buduje się dwa wyciągi. Jednym transportem sprowadziliśmy armatki śnieżne dla siebie i dla nich. Byliśmy razem na Słowacji na targach sprzętu zimowego. Jeżdżę do nich na budowę, podpowiadam różne rozwiązania. Wyciąg w Celejowie ruszy najprawdopodobniej w przyszłym roku, już wiszą u nas reklamy. Przyjeżdżają też do mnie ludzie z Kazimierza, którzy chcą wybudować wyciąg w Bochotnicy, namawiam ich serdecznie do tego, żebyśmy mieli na tym terenie wyciąg krzesełkowy. Austriacy, Włosi, Szwajcarzy, Francuzi schodzą z krzesełek dwuosobowych. A takie wyciągi, jakie są w Tomaszowie Lubelskim, Krasnobrodzie, koło Zamościa w Bobliwie, w okolicach Janowa Lubelskiego – to żadna dla mnie konkurencja!

Rąblów jest piękny cały rok. Gdyby w miejscowych wąwozach urządzić trasy rowerowe, tereny dla quadów, skuterów czy koni, przygotować miejsca kąpielowe czy boiska do gry np. w siatkówkę – chętnych na letni odpoczynek na pewno by nie zabrakło. Pan Kazimierz takich pomysłów ma wiele, ale ich realizację pozostawia młodym.

- Mnie zimy wystarczy – mówi, ale przyznaje się, że myśli, by stok rąblowski działał także i w lecie. – Na tę chwilę w Polsce igielit jeszcze się nie przyjął, ale nie ukrywam, że od kilku lat o tym myślę. W Warszawie na Szczęśliwicach jest chyba najładniejszy stok igielitowy, ale mimo to po 2 – 3 latach działalności… zbankrutował! Sądzę, że gdybym ja miał ten igielit tutaj, poza miastem – miasto na weekend wyludnia się, ludzie jadą na łono natury – tutaj coś takiego na pewno zdałoby egzamin. Przecież piękniejszych terenów jak tutaj nie ma w całej okolicy!

A na razie można korzystać z uroków zimy i szusować po śniegu na rąblowskim stoku.

fot.M.Stachyra

Data publikacji:

Autor:

Komentarze