Lektura na weekend: Okienka pogodowe

Udostępnij ten artykuł

Ewa Pisula – Dąbrowska kazimierzanka z urodzenia i z serca, autorka książki „Kazimierz Dolny. Bezwarunkowe uwiedzenie” czy publikowanej także na naszych łamach „Dwa brzegi ponad tęczą” powraca z nową opowieścią. „Okienka pogodowe” dotyczą Kazimierza w czasie epidemii. Niosą nadzieję na ten trudny czas.

Okienka pogodowe

Mówią nam, że nic już nie będzie takie, jak kiedyś. Że czeka nas recesja, bezrobocie, bieda. Że te ostatnie 30 lat to było okienko pogodowe dobrobytu, które już nie wróci. Nie chcemy w to wierzyć. Nie chcemy się nawet przymierzyć do tej wizji. Nie ma w nas zgody na takie zmiany. Zastygliśmy w oczekiwaniu by wróciło to, co było. Choć niby wiemy, bo wali się nas łomem po głowie, nie chcemy przyjąć zmian. Rozpacz czai się po kątach, ale plany trochę nieśmiałe, niby pokorne zmierzają, jak przetrwać czas do powrotu prosperity.
A może należy popatrzeć na górę trzech krzyży? Przypomnieć sobie, dlaczego te krzyże ustawiono?  Popatrzeć na krzyże choleryczne i przypomnieć sobie, dlaczego stoją?  Empatycznie przywołać nadzieję przeszłych pokoleń, że zaraza minie. Dlaczego akceptujemy, że przeszłe pokolenia musiały to przeżyć a my nie.  Zataczamy koło. Przeżywamy to, co inni już przeżyli. Oni przeżyli, to my też. Oni przetrwali, to my też. Jak my starzyki nie przeżyjemy, to przeżyją nasze dzieci, wnuki. Przeżyją i się odrodzą w kolejnym okienku pogodowym. 
Wielu z nas pamięta opowieści dziadków o hiszpance w Kazimierzu. Kiedyś Wam opowiadałam o pradziadku Walerku, który z ramienia miasta organizował pochówek, bo nie było komu w czasie hiszpanki tego robić. To ten sam, który w 1948 roku witał w imieniu miasta na uroczystościach pod Farą Prymasa Tysiąclecia. Ten sam, który powtarzał, że wtedy uratowała go woda ognista. I ten sam, który zaraz po moich urodzinach mówił „Zosiu daj mi ją potrzymać” i brał od mojego ojca a swego wnuka 50 zł, wiadomo na co.
Zarazy przychodzą i odchodzą. Trzeba przyjąć, że koło historii się toczy i dostosować. Zakasać rękawy zanim turyści wrócą. Wiadomo, że kiedyś zarazy i mory mijają, ale zanim, to zakasać. Czekają pola nieuprawiane od lat, wiadomo dlaczego. Sady, z których nie opłacało się zbierać, suszyć.  Zioła, grzyby, orzechy. Ogródki przydomowe na grządki. Każde nie leniwe ręce coś potrafią wytworzyć. Albo dla ciała, albo dla ducha. Doświadczeni Chińczycy mówią, że trzeba przeżyć każdy dzień tak, żeby zarobić na miskę ryżu. Mówią, że maseczki zdejmują tylko w domu. Może posłuchajmy starszej, doświadczonej cywilizacji.
Kochani, taki czas zanim nastanie kolejne okienko pogodowe. Taki naturalny czas.  

Ewa Pisula - Dąbrowska,
Kazimierz 01.04.2020 r.

Data publikacji:

Autor:

Komentarze