Lektura na weekend: Dzwonnica i dzwoneczki

Udostępnij ten artykuł

„Dzwoneczki, dzwony, dzwonnice. Bram do nieba okiennice. Ten ich niebiańsko - kryształowy ton jakoś wyrywa ze smutku przygnębienia. Delikatnie upomina, że to zwyczajna, utarta droga losu. – pisze w rozdziale "Dzwonnica i dzwoneczki” swojej książki "Dwa brzegi ponad tęczą” Ewa Pisula – Dąbrowska.

„Dorosłe Strumyki (czyli Prawie Małe Rzeczki) wiedzą bardzo dobrze, że nie ma pośpiechu. Któregoś dnia i tak dostaną się tam, gdzie trzeba”. Alan Alexander Milne, Kubuś Puchatek

Agnieszka Marianna Tarłowska urodziła się w Kazimierzu i tu zmarła w 1935 roku. Była żoną mojego pradziadka Franciszka Pisuli. Pobrali się w 1876 roku w Farze,* przeżyli razem 51 lat. On obumarł ją pierwszy w 1927. Ona cierpiąca na epilepsję dołączyła do niego w 1935. Leżą kochasie razem na kazimierskiej górce. W 1939 roku dołączyła do nich córka, w 1958 syn Walerian, a w 2009 prawnuczek Antoni, brat mojego ojca.

Tarłowscy to znane nazwisko w Kazimierzu. W klasztorze znajduje się osiemnastowieczny portret wojewodziny lubelskiej, Teresy Tarłowskiej, z małym synem Hieronimem. Tarło Hieronim, wojewoda lubelski, właściciel Tęczyna i Czekarzewicz, jak i Tarłowa, Teresa z Dunin Borkowskich, wojewodzina lubelska, pogrzebani zostali w grobowcu pod ołtarzem głównym klasztoru w latach 1641–1698.**

I Tarłowscy, i Pisulowie byli stosunkowo zamożni. Posiadali dużo nieruchomości, między innymi byli przez ponad 100 lat właścicielami dzwonnicy, tej przy Farze. Nie wiem do końca, jak to się stało, że dawna kościelna dzwonnica przeszła w ręce prywatne, w ręce rodziny Pisulów, a może Tarłowskich? Może to prababcia Agnieszka wniosła ją w wianie? W akcie notarialnym z 1929 roku***, sporządzonym po śmierci Franciszka, dysponentem dzwonnicy - domu stała się Agnieszka z Tarłowskich Pisulowa. W tymże akcie oświadcza, że „na mocy aktu zeznanego przed notariuszem Janem Kochańskim w dniu 08.02.1898 N-138 jest właścicielką dzwonnicy – działka placu w mieście Kazimierzu Dolnym oraz domu mieszkalnego dwupiętrowego na tym placu stojącego, graniczącego z placem probostwa, od strony zachodniej z ulicą Zamkową”.

Lokalne portalowe źródła historyczne podają, że budynek dzwonnicy został wzniesiony w 2 połowie XVIII wieku (na miejscu istniejącego wcześniej), a spłonął w 1853 roku. Został odbudowany i rozbudowany z przeznaczeniem na funkcję mieszkalną w 1886 roku.

Z naukowej publikacji profesora historii sztuki Wacława Husarskiego**** dowiedziałam się, że dzwonnica figuruje na planie z 1853 roku. Że jest zbudowana w kształcie kwadratu, że zachował się rysunek Gersona z 1853 roku przedstawiający ją w przybraniu renesansowym. Przez okna widać zachowane wiązania drewniane do zawieszania dzwonów. Zdaniem prof. Husarskiego los dzwonnicy był następujący: „Domyślać się można, że wtenczas (1586–1600) to również odbudowana została i w szatę nowoczesną przyobleczona dzwonnica, stojąca na tyłach kościoła; na domysł ten naprowadzają profilowaniem pilastrów jej resztki tkwiące w murach dzisiejszej piekarni”.

Publikacja Wacława Husarskiego pochodzi z 1953 roku, ale profesor zmarł w 1951 roku, zatem w tym czasie obok funkcji mieszkalnej w części dzwonnicy mieściła się piekarnia.

Panuje więc zgoda historyczna w tym, że na funkcję mieszkalną dzwonnica przeznaczona została w 1886 roku.

Pradziadkowie pobrali się dekadę wcześniej, w 1876 roku. Rodzinny dom Franciszka Pisuli na Górach (Plimkiewszyzna Pisulów) przypadł bratu mojego pradziadka, Wacławowi. Ciekawostki i detale rozporządzeń majątkowych poznałam po przetłumaczeniu (z języka rosyjskiego) aktu notarialnego. Może dlatego, że dom na Górach przepisany został bratu Wacławowi, Franciszek i Agnieszka przystosowali do życia starą dzwonnicę?

Z innych źródeł wiem, że pradziadek Franciszek był członkiem założycielem, członkiem zarządu kooperatywy Zgoda, która miała siedzibę w kamienicy Przybyłów. Był też członkiem rady parafialnej. Był wysoki, postawny i pachniał woskiem. O tym wiem z opowiadań kuzyna, Leszka Pietrzaka.

Agnieszka po śmierci Franciszka***** rozpisała dobytek. Dzwonnicę - dom zapisała córce Bronisławie z Pisulów Blicharskiej, tej, która we wrześniu 1939 roku zginęła w tej dzwonnicy od bomby. Drugiej córce, Leontynie z Pisulów Doraczyńskiej, oraz synowi Walerianowi zapisała parcele opisane w akcie notarialnym N-121 z 1882 roku. Ponieważ Walerian miał 6 córek (i lubił żyrować), babcia Agnieszka wprost zapisała swe dobra wnuczkom Pisulankom. Jedną z tych parceli, która położona jest przy samej wodzie, podarowała swojemu wnukowi, a po 52 latach, w 1981 roku, dziadkowie podarowali ją mnie. Mam ją do dziś. Dostałam ją zaraz po urodzeniu pierwszego syna. Mały Marcin miał wówczas 2 miesiące. Dlaczego właśnie wtedy? Nie wiem, może z myślą, że to dla tego dziecka? Zaraz potem pan doktor ze Zwolenia proponował mi za nią 2000 dolarów. Kusił równowartością dużego fi Ata, który w Peweksie kosztował 1650 USD. Nie zamieniłam tej parceli na auto i nadal jeździliśmy fiatem 126p koloru myszki. Miałam 24 lata, dziecko i czułam, że ta działka po pradziadkach jest jak źródło, jak pieczęć przynależności.

Prawie wszystkie akty notarialne w rodzinie Pisulów, Broniewiczów, Tarłowskich sporządził na przełomie XIX i XX wieku notariusz Kochański. To, że Wacław Broniewicz junior w 1913 roku ożenił się z Julią Kochańską, córką puławskiego notariusza, dodatkowo tłumaczy ten wybór rejenta.

Jakiś czas temu przyszedł do mojego ojca mecenasa kuzyn z Gór, żeby uporządkować stan prawny ziemi Pisulów w Norowym Dole. Ojciec dyktował, ja pisałam i myślałam: „Boże, jakie to tu charakterystyczne”.

A wracając do dzwonnicy. Po wojnie dotknął ją, jak wszystkie większe domy w Kazimierzu, bol kwaterunku. Mieszkało w niej wiele rożnych rodzin. Była w niej piekarnia i było jak wszędzie, niby był właściciel, a jakoby go nie było. Dzwonnica powoli podupadała, aż popadła w ruinę. I taką przyduszoną Blicharscy w 1984 roku, bez nadziei na pozbycie się kwaterunku, sprzedali miastu.

Wyremontowana, już bez przydziałów kwaterunkowych, dzwonnica przez wiele lat pełniła funkcję galerii. Aktualnie przeniesiono do niej zbiory muzeum srebra.

To piękny budynek. Mam do niego swoisty sentyment. Nie zapominam jednak, że to dawna kościelna dzwonnica, w której mieszkały dzwony. Dzwony, które budziły, ostrzegały i kołysały małe miasteczko.

Tylko chwilowo, bo przez 100 lat mieszkali w dzwonnicy moi przodkowie. To ciekawy incydent w historii dzwonnicy.

Odnowiona, dzwonnica od 20 lat błyszczy. Puszy się obok Fary. Emanuje z niej kościelne dostojeństwo. Niby prosta jest forma tego obiektu, a piękna. Ma w sobie jakiś majestat.

Dzwoneczki i dzwony. Lubię ich wibracje, kryształową czystość, przenikanie.

Gdy żegnamy kogoś w Kazimierzu, biją dzwony Fary.

Po przejściu konduktu przez rynek włączają się delikatne dzwoneczki z klasztoru. Ojcowie Franciszkanie wiedzą, że tutejsi lubią w tej ich delikatnej muzyce odchodzić na górkę, więc dzwonią szczodrze.

Gdy się włączają, uświadamiam sobie, że pocieszają. Ten ich niebiańsko - kryształowy ton jakoś wyrywa ze smutku przygnębienia. Delikatnie upomina, że to zwyczajna, utarta droga losu.

Chciałabym, by mi te klasztorne też zadzwoniły. Tak jak im.

Dzwoneczki, dzwony, dzwonnice.

Bram do nieba okiennice.

 

*Kazimierz Dolny, spis małżeństw 1876–1877, poz. 12, lubelski portal genealogiczny, skan akt.

** O. Albin Sroka, Sanktuarium Maryjne Franciszkanów Reformatów w Kazimierzu nad Wisłą, Kraków 1984, s. 150.
*** Wypis drugi aktu N-888 z 04.07.1929, sporządzony przez zastępcę Lucjana Swirtuna, notariusza Wydziału Hipotecznego powiatu Puławskiego przy ulicy Lubelskiej 20.
****Wacław Husarski, Kazimierz Dolny, Nakładem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. Z Zasiłku Ministerstwa Szkolnictwa Wyższego, Warszawa 1953. Praca przedstawiona na Posiedzeniu Komisji Historii Kultury i Sztuki TNW Dnia 15.10.1948 r., s. 65.

*****Z aktu notarialnego z 07.03.1912 (nr. 692), który kiedyś wydobyłam z puławskiej hipoteki, wynika, że Jakub Pisula i Magdalena Broniewicz mieli 6 dzieci. Dwóch synów, Franciszka i Wacława, oraz cztery dziewuszki: Konstancję, która wyszła za Pawła Tarłowskiego, Amelię, która poszła za Andrzeja Góreckiego, Leontynę, oddaną Romanowi Liszewskiemu, i Emilię, która wyszła za Jana Tarłowskiego. Treść tego aktu potwierdzają przedstawione w książce L. Pietrzaka (Prawdy i nieprawdy, czyli kazimierskie fakty i legendy) fakty, iż dwie siostry Pisulanki, Konstancja i Emilia, wydały się za dwóch stryjecznych braci Tarłowskich — Pawła, syna Antoniego, i Jana, syna Wawrzyńca. Dlatego miasteczko na jedną z sióstr mówiło Pawłowa, na drugą zaś Janowa. Moj pradziadek Franciszek Pisula miał zatem dwie rodzone siostrzyczki, które poszły za Tarłowskich. Sam ożenił się też z Tarłowską (Agnieszką), córką Jana Tarłowskiego i Julianny z Żunkiewiczów. Takie podwójne zapętlenie koligacji. To grajdołek, jak mówiła babcia, gdzie każdy z każdym jest spowinowacony bliżej lub dalej.


Ewa Pisula – Dąbrowska

"Dwa brzegi ponad tęczą”

rozdział "Dzwonnica i dzwoneczki”

 

Dziś w dzwonnicy dzierżawionej od miasta mieści się "muzeum tortur". Miasto przygotowuje się do remontu budynku.

Data publikacji:

Autor: